Paweł Sołtys – Monolok
Paweł Sołtys w swojej nowej „neverending story” przewrotnie zatytułowanej „Monolok” z niebywałym słuchem zanurza się w przeszłość Grochowa, Warszawy, Polski… Każda strona przyciąga niesamowicie zabawnymi porównaniami i równie smutnymi historiami.
I nie chodzi o to, w jakich proporcjach fikcja miesza się z prawdą, z ilu zasłyszanych, a może przeczytanych opowieści, utkany jest ów „monolok” starego fryzjera, a o niesamowitą maestrię, z jaką Paweł Sołtys tę opowieść tka. Tu nigdy nie wiadomo, co znajdzie się za następnym zakrętem, jaki bohater wyłoni się z odmętów pamięci, co przyniesie następny akapit. Czyż może być większa przyjemność z czytania? Tę książkę można przerwać w dowolnym momencie i wrócić za dzień dwa, tylko po co? Kiedy historia goni historię, a kto historię Polski i Warszawy również zna choćby z filmów – odnajdzie w tym świecie znajome tropy.
Charakternych ludzi z owego Grochowa, cwaniaków i bajerantów niczym Nikodem Dyzma, odważnych żołnierzy Polski Walczącej, ale też biedę z nędzą, dzieciaki z domów dziecka, robotnice niekoniecznie z Huty Warszawa. W opowieści zebranej w tytułowy „Monolok” odbija się historia ostatniego stulecia. Ta znana z ekranów telewizorów, jak fantastycznie wpleciony wątek patriotyzmu Kurasia – prawdziwego bohatera serialu „Polskie drogi”, jak i niesamowita opowieść o cmentarzysku dzwonów, gdzieś koło Hamburga. Są też i wątki bliższe współczesności – porachunki Pruszkowa z Wołominem czy umieranie dawnych miejsc i, oczywiście, znajomych. Jest niebywała tolerancja – obyczajowa, towarzyska, wyznaniowa i wreszcie, w finale, hołd złożony grochowskim kobietom – i małolatom i młodym matkom i wiernym żonom i staruszkom. Na „kobiecie z wózkiem w kratę na gumowych kółkach, która cały świat zbiera w kupę, podnosi potłuczone życia i próbuje z nich sklecić jakiś witraż, jakąś mozaikę, żeby to chociaż jako tako wyglądało, żeby tam za błękitnym szkiełkiem mignęła nadzieja, a nie tylko czarna facetowa śmierć w brudnych gaciach, witraż na czarno, którego nikt nie chce oglądać”.
Wydawca, nawiązując zdaje się do Myśliwskiego, „Monolok” nazwał traktatem o strzyżeniu włosów. W istocie – lirycznym i pełnym czułości dla świata, który mija i zostaje jedynie pamięć i dobre, mądre opowieści. Polecam
#Zjerzonykulturą – Jerzy Doroszkiewicz
Paweł Sołtys – Monolok
Wydawnictwo Czarne