Hulajnoga elektryczna – zapięty kask i rozwaga mogą uratować życie podpowiada Politechnika Białostocka
Dlaczego rozpędzona hulajnoga elektryczna może być równie niebezpieczna jak ciężki przedmiot spadający z wysokości? O techniczne wyjaśnienie zagrożeń związanych z coraz częstszymi wypadkami UDSK poprosił ekspertów Politechniki Białostockiej. Wspólnie z lekarzami apelują: zapięty kask i rozsądek mogą uratować życie.
Choć przepisy ograniczają prędkość hulajnóg elektrycznych do 20 km/h, po nielegalnym odblokowaniu niektóre z nich mogą osiągać nawet 80–90 km/h. Jednak już jazda z prędkością 20–25 km/h wystarczy, by w razie wypadku doszło do bardzo poważnych obrażeń.
– To mnogie urazy ciała, złamania kończyn – wymienia prof. dr hab. n. med. Adam Hermanowicz, lekarz kierujący Kliniką Chirurgii i Urologii Dziecięcej UDSK. – Ciężkie urazy czaszkowo-mózgowe, czyli złamania kości czaszki, krwiaki wewnątrzczaszkowe, stłuczenia mózgu, urazy oczodołów, urazy szczęki oraz urazy żuchwy, zębów oraz narządów wewnętrznych, czyli urazy płuc, wątroby, urazy śledziony.
Takie obrażenia nie są teorią. Ich skutki boleśnie odczuła rodzina 14-latka z okolic Grajewa.
Ofiarą własnej niefrasobliwości 19 czerwca 2026 roku padł syn pani Ewy Cybuli.
– Wyjeżdżał na hulajnodze z podporządkowanej ulicy i wjechał przed auto, które miało pierwszeństwo na jezdni – przyznaje mama poszkodowanego nastolatka. – Na szybie auta pozostały ślady włosów, kask leżał na jezdni. Na ratunek przyleciał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i tak chłopak trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
– Tu zrobione były wszystkie badania, tomograf głowy, brzucha, kończyn dolnych – opowiada pani Ewa. – Już po nich wiedzieliśmy, że jest to masywny, bardzo duży uraz głowy, z licznymi obrażeniami czaszki, pęknięciami, złamaniami, stłuczeniami, obrzękiem mózgu. Miał też złamane kość piszczelową i strzałkową.
Lekarze przez cztery doby utrzymywali poszkodowanego w stanie śpiączki farmakologicznej.
– Po wybudzeniu niemal wszystko wróciło do normy, trochę jeszcze miesza fakty, ale wszystko kojarzy – mówi z ulgą pani Ewa.
Do 24 czerwca 2026 roku UDSK w Białymstoku przyjął już 56 pacjentów z urazami spowodowanymi jazdą na hulajnogach.
– Pamiętajmy, że ciężki uraz z pojazdu mechanicznego, jakim jest hulajnoga, która potrafi rozwinąć dużą prędkość, może być urazem wielomiejscowym – przypomina prof. dr hab. n. med. Ewa Matuszczak, zastępca kierownika Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. – Może być to uraz centralnego układu nerwowego, czyli uraz czaszkowo-mózgowy, uraz kończyn, uraz narządów wewnętrznych. Takie dziecko może mieć później deficyty neurologiczne, czyli wymagać naprawdę długotrwałej lub wieloletniej rehabilitacji ze względu na zaburzenie funkcji neurologicznych, ale na przykład po złamaniach kończyn wielomiejscowych również wymaga zabiegów. Może też w okresie późniejszym wymagać zabiegów nie tylko rehabilitacyjnych, ale też korekcyjnych, chirurgicznych i taki proces leczenia może być długi, nawet trwać latami.
Dlaczego hulajnoga jest tak niebezpieczna?
Skąd bierze się ogromna siła uderzenia podczas wypadku na hulajnodze? Aby wyjaśnić to od strony technicznej, UDSK zwrócił się do ekspertów Politechniki Białostockiej.
– Mały rozmiar kół rzędu 8–10 cali oraz duże prędkości, szczególnie po odblokowaniu dopuszczalnych 20 km/h nawet do tak wysokich prędkości jak 80–90 km/h powodują, że jest to bardzo niebezpieczny środek transportu, jeżeli jest wykorzystywany niezgodnie z przeznaczeniem – wyjaśnia mgr inż. Daniel Ołdziej z Katedry Automatyzacji Procesów Przemysłowych Wydziału Mechanicznego Politechniki Białostockiej. – Poruszając się z tak dużą prędkością, wliczając masę kierowcy oraz samej hulajnogi, mamy niesamowicie dużą energię, którą w przypadku zderzenia z innym użytkownikiem ścieżki rowerowej czy też pieszym musimy wytracić. Przy masie ciała 50 kg oraz dodaniu masy hulajnogi elektrycznej energia, którą niesie ze sobą pojazd z kierowcą, jest odpowiednikiem paru kilogramów zrzuconych z budynku o wysokości 40 metrów. To niesie ze sobą duże zagrożenie – jesteśmy narażeni na utratę zdrowia, a nawet życia.
Nie tylko prędkość stanowi zagrożenie. Przy niewielkich kołach hulajnogi nawet drobna przeszkoda może doprowadzić do utraty panowania nad pojazdem.
– Czy to krawężnik, czy nierówność na chodniku, czy drobne kamyczki, piasek, czy przebiegające najmniejsze zwierzątko, to powoduje, że praktycznie jesteśmy bez większych szans – podkreśla inżynier mechanik. – Hulajnoga to nie jest pojazd terenowy. Jest przeznaczony do powierzchni płaskich, stabilnych, przygotowanych pod użytkowanie pojazdów jednośladowych, a nie do jazdy po śliskich nawierzchniach, po trawie czy przez kałuże, gdzie poślizg może wystąpić z przyczyn naturalnych i doprowadzić do wywrócenia się oraz urazu.
Ekspert Politechniki Białostockiej zwraca również uwagę na odpowiedzialność rodziców.
– Pierwszą linią obrony jest świadomość rodzica, który musi czuwać nad dzieckiem, musi mu wytłumaczyć zagrożenia, niebezpieczeństwa jazdy hulajnogą. Na ile sobie może pozwolić, nie odblokowywać funkcji, które pozwalają na jazdę z niedozwoloną prędkością, ponieważ to niesie ze sobą poważne konsekwencje prawne, a przede wszystkim problemy zdrowotne i urazy, których nie da się odwrócić – przekonuje Ołdziej.
Od 3 czerwca 2026 r. obowiązuje przepis wprowadzający obowiązek noszenia kasku ochronnego przez osoby poniżej 16. roku życia poruszające się rowerem, hulajnogą elektryczną oraz innymi urządzeniami transportu osobistego, takimi jak elektryczne deskorolki czy monocykle. Dane UDSK pokazują jednak, że problem nadal jest poważny – spośród wszystkich pacjentów przyjętych po wypadkach na hulajnogach aż 22 osoby poruszały się bez założonego kasku.
– Przede wszystkim pamiętajmy o dobrym zabezpieczeniu – apeluje prof. Ewa Matuszczak. – Nasza najważniejsza centrala, którą posiadamy, to jest nasza głowa, nasz mózg. Więc kask jest obowiązkowy, ale kask nie zastąpi zdrowego rozsądku. Pamiętajmy o tym, że kask nie chroni nas, jeżeli będziemy pędzić hulajnogą z prędkością niedozwoloną, na przykład 80 km/h. Uraz, który wtedy się wydarzy, będzie urazem o bardzo dużej energii i będzie mieć dramatyczne konsekwencje. Przestrzegajmy przepisów. Jesteśmy zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale też dla innych uczestników ruchu drogowego. Pędzenie hulajnogą z niedozwoloną prędkością po chodniku stwarza zagrożenie dla osób, które poruszają się również tym chodnikiem. To są podstawy, które nas mogą uchronić dziecko przed konsekwencjami wypadku, mogącego zmienić jego życie i życie całej jego rodziny.
Do apelu dołącza także pani Ewa Cybula, która przyznaje, że po wypadku syna zrozumiała, jak ważne są nawet pozornie drobne szczegóły.
– Mój syn za każdym razem jeździł w kasku, ale warto sprawdzać zapięcia – apeluje pani Ewa. – Kask założony na głowę nie znaczy, że jest dziecko zabezpieczone. Kask musi być dokładnie zapięty. Nie może być luźny, nie może być rozpięty. Kask założony na głowę nie oznacza, że chroni on naszą głowę.
Historia 14-latka, doświadczenia lekarzy oraz techniczne wyjaśnienia ekspertów Politechniki Białostockiej prowadzą do jednego wniosku: sam kask nie wystarczy, jeśli nie jest prawidłowo zapięty, a jeszcze ważniejszy pozostaje rozsądek. Chwila brawury może zmienić życie całej rodziny, dlatego warto korzystać z wiedzy lekarzy i inżynierów oraz pamiętać, że bezpieczeństwo zaczyna się od odpowiedzialnych decyzji.
Czytaj też: Studenci Politechniki Białostockiej pomogą wyruszyć podróżnikowi hulajnogą na płozach w góry!
Więcej: Wyprawa hulajnogą w góry dobiegła końca!
Autor: Jerzy Doroszkiewicz

