Jolanta Maria Kaleta – Kolekcja Hankego
Osadzony w oparach PRL-u kryminał „Kolekcja Hankego” łączy w sobie humor a la Joanna Chmielewska z pilnością guwernantki starającej się naszpikować beletrystykę historycznymi faktami.
Czy wykształcenie może być przekleństwem? Czy umiejętność odseparowania wiedzy od twórczości może być cnotą? Jolanta Maria Kaleta ma wiedzę i pomysł na beletrystykę pisaną z kobiecego punktu widzenia. Jej bohaterka, choć mocno wyemancypowana, a przy tym wykształcona, chcąc nie chcąc w monologach wewnętrznych równie silnie rozważa męsko-damskie układy, co tropi złoczyńców. A tych jest całe mnóstwo. Od kolegów z pracy, poprzez przystojnych esbeków, aż po obowiązkowy niegdyś w PRL-owskiej propagandzie wątek straszenia Niemcami.
Autorka ma poczucie humoru, a kto żył w opisywanych przez nią czasach, w tej opowieści poczuje się jak ryba w wodzie. Jeansy z Hofflandu, papierosy „Klubowe’ czy inne ohydztwo, wóda, partyjni kacykowie i podrzędni karierowicze wypełniają życie wrocławskiej Pani Samochodzik bez auta. Gdyby tylko autorka za wszelką cenę nie wciskała w każdą scenę historycznych didaskaliów, nie wyłączając rzezi wołyńskiej, książkę czytałoby się znacznie lepiej. Wszak to bardziej pogodna literatura obyczajowa niż bryk z historii Polski, także tej społeczno-politycznej. Bo z sympatycznego czytadła tchnie nieco smrodkiem niepotrzebnego epatowania przeszłością.
Niewykluczone, że Jolanta Maria Kaleta pisze o tym, o czym sama chciałaby przeczytać. Ważne, że ma poczucie humoru, ale nic na siłę. Bawiąc uczyć – OK, tylko bez przesady.
#Zjerzonykulturą – Jerzy Doroszkiewicz
Jolanta Maria Kaleta – Kolekcja Hankego
Wydawnictwo MG