Mgr inż. Gabriel Siegień, absolwent kierunku inżynieria rolno-spożywcza i leśna na Wydziale Budownictwa i Nauk o Środowisku Politechniki Białostockiej rozwija swoją karierę w przemyśle spożywczym. Catering dietetyczny to domena Kuchni Vikinga.
Mgr inż. Gabriel Siegień uzasadnia wartość tytułu magistra jako wyrazu ambicji docenianej przez pracodawców i opisuje swoją odpowiedzialną rolę w dziale higieny firmy Kuchnia Vikinga zajmującej się przede wszystkim cateringiem dietetycznym.
Absolwent kierunku inżynieria rolno-spożywcza i leśna na Wydziale Budownictwa i Nauk o Środowisku Politechniki Białostockiej przybliża realia pracy inżyniera, kładąc nacisk na nowoczesne technologie, bezpieczeństwo i higienę pracy oraz kluczowe znaczenie pracy zespołowej.
Firma Kuchnia Vikinga, w której pełni odpowiedzialne stanowisko, zawarła umowę o współpracy z Politechniką Białostocką. Współpraca nauki z biznesem pozwala na optymalizację produkcji i pozyskiwanie młodych talentów. Bo studia techniczne to fundament dający szerokie możliwości zawodowe, łączące wiedzę teoretyczną z praktycznym działaniem w terenie.
Dlaczego podjąłeś decyzję o studiach magisterskich? Wiele osób kończy studia na pierwszym stopniu, myśli już jestem gotowy, idę do pracy, jestem z rolnictwa, no to mogę wrócić na gospodarkę.
Mgr inż. Gabriel Siegień: Studia drugiego stopnia dają po pierwsze tytuł magistra, który chciałem uzyskać. Po drugie, to szersze możliwości rozwoju dalszego, chociażby w kierunku doktoratu – kiedyś to przeszło mi przez myśl i nawet zostałem w Uczelni. A poza tym na rynku pracy tytuł magistra inżyniera jest o wiele lepiej odbierany.
W tej chwili pracujesz w bardzo dużej firmie prywatnej. Czy kiedy tam aplikowałeś tytuł magistra był istotny? Zwrócono na to uwagę czy bardziej na twoje doświadczenie, że umiesz prowadzić badania, możesz się po prostu w firmie przydać?
Przy rozpatrywaniu CV to był atut. Taką informację znam oczywiście tylko z opowieści, ale będąc częścią tej organizacji oczywiście zwracamy uwagę na to, czy jest tytuł magistra. Moi przełożeni twierdzą, że magister to jest osoba, która jednak ma troszkę wyższą ambicję niż tylko skończenie najniższego stopnia studiów i udanie się do jakiejkolwiek pracy.
Czyli firmy stawiają na ludzi ambitnych, nie tylko pracowitych, ale też takich, którzy chcą coś w życiu osiągnąć.
Przede wszystkim ambitnych, takich którzy chcą dalej rozwijać to, co dały im studia. Studia dają podstawy, a rozwój wiedzy specjalistycznej buduje się w firmie czerpiąc od specjalistów, którzy pracują już tam wiele, wiele lat.
Inżynieria rolno- spożywcza i leśna. A w Twoim wypadku bardziej?
Bardziej rolna, bardziej spożywcza, najmniej leśna. Ze względu na to, że jestem też sezonowym operatorem kombajnów zbożowych, bardzo to lubię i dlatego to inżyniera rolna, na własnym polu.
Czy jesteś operatorem do wynajęcia?
Jestem operatorem do wynajęcia, natomiast traktuję to jako wspaniałą zabawę w trakcie urlopu.
Czyli latem firma nie może na ciebie liczyć, bo kiedy są żniwa, nie pada, to wtedy zamieniasz się w kombajnistę.
Tak się zdarza. Natomiast firma zawsze może na mnie liczyć. Staram się elastycznie pracować i bardzo cenię sobie też, jeśli firmy podchodzą do pracownika również elastycznie ze względu na to, że zawsze da się połączyć dwie czynności. Kwestia chęci obydwu stron.
Co powiedziałbyś komuś, kto zastanawia się, czy wybrać inżynierię rolno-spożywczą i leśną w Politechnice Białostockiej. W ogóle takie studia z jednej strony bardzo szerokie, a z drugiej strony wydaje się, że wąskie.
Dlatego, że właśnie bardzo szerokie. Ich ukończenie pozwala na bardzo łatwe odnalezienie się na rynku pracy. Dzięki temu, że są bardzo szerokie, wiemy czym jest bombaż, wiemy jak jest zbudowany kombajn i możemy też powiedzieć coś o takiej podstawowej technice. A specjalistyczna wiedza przyjdzie, moim zdaniem, właśnie w praktyce. A przemysł rolno-spożywczy i leśny jest wbrew pozorom bardzo szerokim przemysłem.
A Ty co wybrałeś? Zdaje się, że najpierw chciałeś troszeczkę zgłębić ten temat i zostałeś w uczelni.
Zostałem w uczelni. Jednakże okazało się, że potrzebuję nieco innego kierunku, innego rodzaju rozwoju i chciałem kontaktu z techniką, z teorii przejść do praktyki.
Z teorii przejść do praktyki – udało się?
Zdecydowanie. I w sektorze rolnym, tak bardziej od strony pracownika fizycznego, operatora kombajnu, i w sektorze spożywczym, bo w jednej z największych firm w Polsce zajmuję się aktualnie działem higieny.
Co to znaczy dział higieny dla inżyniera rolno-spożywczego? Czym konkretnie?
Dział higieny dla inżyniera rolno-spożywczego może nie do końca nawiązuje do tego, o czym każdy myśli. To ogół procesów związanych z tym, aby w firmie było po prostu czysto. Dział higieny odpowiada za to, żeby utrzymane były wszystkie standardy związane z produkcją żywności. A uwierzcie mi, nie jest to najprostsze zadanie, by tak dynamiczna firma miała wszędzie zapewniony odpowiedni standard. Nam się to udaje.
Innymi słowy, dzięki twojej pracy ci, którzy są ostatecznymi odbiorcami waszych produktów, czyli żywności, cateringu, diet pudełkowych, mogą mieć gwarancję, że Gabriel dopilnował, że tam wszystko jest czyste, higieniczne, nie ma żadnych dziwnych bakterii.
Jednoosobowo nie da się tego robić w tak dużej organizacji. Natomiast nie zajmuje się stricte produktem. To jest zakres działu jakości, który jest również bardzo duży, aktualnie ponad 20-osobowy. Ja natomiast zajmuję się zapewnieniem, aby do tego produktu nic nie wpadło, aby pracownicy pracowali w czystych warunkach, aby produkcja odbywała się w warunkach zgodnych ze standardami i aktualnymi wymaganiami przemysłu spożywczego.
Czyli po prostu pełnisz rolę takiego inżyniera produkcji, bo tak jak powiedziałeś nadzoruję, żeby produkcja miała zapewnione wszystkie warunki higieny pewnego bezpieczeństwa. O to chodzi?
Jest to taki trochę back office, nie do końca w trakcie produkcji, ale wtedy, kiedy produkcja kończy swoją pracę, na przykład po tak zwanej nocy. My wchodzimy i po cichutku pozwalamy na to, żeby produkcja kolejnego dnia rozpoczęła się w zdezynfekowanych halach. Żywność, która wychodzi z firmy jest wysokiej jakości, sprawdzona, czysta. Maszyny, które ją przygotowują, ludzie, wszyscy są jak najlepiej przygotowani do pracy w przemyśle spożywczym. I wszyscy nad tym pracują. Nie tylko dział higieny, nie tylko dział jakości, ale też różne działy operacyjne. To takie zaplecze, które wspomaga produkcję i dzięki temu produkt wychodzi zdrowy i bezpieczny.
Czujesz się spełniony jako inżynier, absolwent, który bierze udział w takiej organizacji?
Mimo tego, że nie był to mój pierwszy kierunek, bo chciałem być bezpośrednio związany z rolnictwem, ale tak, zdecydowanie czuję się spełniony.
Czyli teraz bardziej inżynier produkcji niż inżynier rolnik?
Dziś tak, a co przyniesie los – zobaczymy.
A gdybyś mógł powrócić na jeden dzień na studia w Politechnice Białostockiej jeszcze jako młody student studiów inżynierskich, to na jakie zajęcia byś chciał jeszcze raz pójść?
Pierwsze to fizyka na pierwszym roku studiów, gdzie profesor za pomocą długopisu, sznurka i myszki tłumaczył nam naprawdę bardzo ciekawe i zawiłe aspekty fizyczne, co na samej tablicy by się nie udało, a w przypadku innych prowadzących co wymagałoby użycia ogromu maszyn, urządzeń dla przedstawienia tego. On po prostu brał długopis i tłumaczył nam to wszystko. A drugi moment na tych studiach, są to zajęcia, na których profesor opowiadał nam o tym, co robi sam, co konstruuje sam. Na przykład systemy fertygacji.
Czyli?
To systemy nawadniania roślin z dozowaniem nawożenia. Konstrukcja od a do z była po stronie tego nauczyciela akademickiego. Dzięki temu niektórzy z nas też próbowali swoich sił w takich projektach.
Czy można powiedzieć, że studia w Politechnice Białostockiej były też pewnego rodzaju inspiracją, pokazaniem, kim może być inżynier?
I to jest najlepsze w studiach, że nie tylko jest to wiedza teoretyczna, ale przede wszystkim zachęcenie studenta do tego, żeby sam spróbował swoich sił, sam spróbował rozwinąć swoją wiedzę teoretyczną i praktyczną w różnych aspektach, niekoniecznie nawet związanych z jego z kierunkiem studiów.
Niekoniecznie związany z kierunkiem studiów był też twój pomysł na studia podyplomowe w Politechnice Białostockiej. Co to było?
To był taki szybki rzut, bo zobaczyłem, że może się na rynku pracy przydać coś innego, też dla własnego bezpieczeństwa, że tak powiem, zawodowego i wybrałem Bezpieczeństwo i higienę pracy. A druga rzecz to ciekawość bezpieczeństwa, bo wszyscy mówią, że BHP to jest coś co przeszkadza w pracy. Chciałem się dowiedzieć dlaczego i czy to naprawdę przeszkadza w pracy, czy może jednak pomaga. Okazało się, że bezpieczeństwo i higiena pracy są bardzo ważne, a co za tym idzie teraz też wykorzystuję wiedzę zdobytą na tych studiach podyplomowych w swojej pracy. Mam przyjemność dowodzić mniejszą czy większą ekipą osób i zdobyta wiedza bardzo pomaga w tym, aby bezpiecznie mogli pracować.
Czy dzięki takim studiom podyplomowym też czujesz się bardziej odpowiedzialny, a jednocześnie wiesz, że możesz swoim ludziom zapewnić bezpieczeństwo, że ta odpowiedzialność nie poniesie za sobą złych konsekwencji?
Odpowiedzialny i świadomy tego, jakie są wymogi, jakie są standardy, a zarazem jak powinna wyglądać bezpieczna praca.
Jakie są najczęstsze mity na temat przemysłu rolno-spożywczego, oprócz tego, że kombajniście może coś urwać?
Najczęstsza jest opinia, że przemysł rolno-spożywczy jest zacofany, że nie ma w nim żadnych technologii. To nieprawda. W tym przemyśle jest bardzo dużo technologii, tylko nie jest tak medialna jak w przemyśle mechanicznym.
A czy są jakieś technologie, które cię inspirują albo warto, żeby firma skontaktowała się z uczelnią, bo może wykorzystać jej potencjał w rozwoju technologii przydatnej w przemyśle?
Zdecydowanie. Dlatego też udało nam się jako firmie podpisać umowę o współpracy z Politechniką Białostocką, chociażby w kwestii badania tekstury produktów spożywczych, w kwestii badania procesu gotowania, badania procesu obróbki cieplnej, tak aby zoptymalizować ten proces, a zarazem żeby produkty były bezpieczniejsze, zdrowe i odpowiednio przetwarzane, tak aby konsumentowi dostarczyć jak najlepszej jakości produktu oraz dobrych smaku.
Firma rozumie, że powinna się rozwijać i mieć jak najlepszy produkt, ale zamiast inwestować we własne laboratoria badawcze, zleca to fachowcom, których ma wyciągnięcie ręki.
Między innymi. Oczywiście robimy to też we własnym zakresie, ale dodatkowym aspektem współpracy badawczej z Politechniką Białostocką jest możliwość pozyskania również bardzo dobrych pracowników, którzy są aktualnie studentami i którzy mogą też uczestniczyć w tych badaniach.
Po prostu zarzucacie taką wędkę. Zobaczcie jak może być ciekawie po studiowaniu inżynierii rolno-spożywczej i leśnej.
Proponujemy badania, bo może będzie to ciekawy temat dla któregoś ze studentów, chociażby do pracy dyplomowej, co będzie trójstronnym zyskiem. Po pierwsze, student będzie miał ciekawy temat, po drugie Politechnika Białostocka może prowadzić badania, rozszerzyć te, które już rozpoczął student, czy też je zweryfikować. A dla firmy to bardzo korzystna wiedza oraz potencjalny przyszły pracownik.
Jak pracownik trafi do pracy u Was, niekoniecznie pod skrzydła Gabriela Siegienia, ale kogoś z innego działu, to pewnie chciałby wiedzieć jak wygląda typowy dzień w pracy w tej firmie. Czy to bardziej laboratorium, biuro czy teren w Twoim wypadku?
W moim wypadku jest to bardzo dynamiczne stanowisko. Nigdy nie wiem przed rozpoczęciem pracy, co będę dzisiaj robił. To jest kwestia tego, że firma szybko się rozwija. Mój typowy dzień pracy rozpoczyna się od przywitania z ekipą. To jest najważniejsze. Rozmawiamy o tym, co się działo, co się dzieje, bo pracujemy w trybie trzyzmianowym, więc takie krótkie przekazanie zmiany. Później oczywiście jak to w XXI wieku – komputer na dwie, trzy minutki, aby zobaczyć, czy nie ma jakichś pilnych zadań, a następnie wychodzimy zazwyczaj w teren po to, żeby sprawdzić punkty krytyczne, po to, aby zobaczyć co się dzieje. I w tym momencie zaczyna się prawdziwa praca. Zadania same spływają z otoczenia.
Praca przyjemna, jednocześnie cały czas stawiająca wyzwania, w której nie można się nudzić.
Każdy dzień to nowe wyzwanie, każdy dzień to często kilka nowych wyzwań, z którymi sobie radzimy przede wszystkim pracą zespołową. Myślę, że bez pracy zespołowej w tej firmie bardzo ciężko byłoby się odnaleźć.
Tego też nauczyła Cię Politechnika Białostocka? Takiego podejścia do pracy w grupie, w zespole?
Jako studenci zawsze pracowaliśmy w grupie. Nasi prowadzący też bardzo często sugerowali nam, aby to robić. Praca zespołowa jest o wiele bardziej efektywna. Pozwala na zbudowanie po pierwsze więzi, relacji, co później się okazuje bardzo przydatne w życiu zawodowym, ale też łatwiej jest walczyć z projektami. Łatwiej, bo zawsze ktoś coś podpowie, ktoś ma jakiś pomysł, jak zrobić dane zadanie inaczej.
I wtedy, kiedy jest dobry w pracy zespołowej, może pokierować zespołem tak jak mgr inż. Gabriel Siegień, absolwent inżynierii rolno-spożywczej i leśnej na Wydziale Budownictwa i Nauk o Środowisku Politechniki Białostockiej. Dziękuję za rozmowę.
Jerzy Doroszkiewicz