Dr hab. inż. Adam Adamowicz, prof. PB: Nie ma nic lepszego, kiedy hobby może być pracą

Jak latają drony, dlaczego najlepszy prezent to malinka RaspberryPi, co można wydrukować na drukarce 3D – o tym wszystkim mówi dr hab. inż. Adam Adamowicz, prof. PB z Katedry Mechaniki i Informatyki Stosowanej Wydziału Mechanicznego Politechniki Białostockiej.

 

Na co dzień pracuje pan na Wydziale Mechanicznym Politechniki Białostockiej. Przeciętnemu zjadaczowi popcornu kojarzy się, że na Wydziale Mechanicznym studenci, na przykład, uczą się jak budować maszyny, które potem są wykorzystywane w przeróżnych gałęziach przemysłu. Jak to wszystko obliczać, jak konstruować, jak samemu nauczyć się taką maszynę obsługiwać. Generalnie chodzi o mechanizmy. Chyba mam rację?

Dr hab. inż. Adam Adamowicz, prof. PB z z Katedry Mechaniki i Informatyki Stosowanej Wydziału Mechanicznego Politechniki Białostockiej: Tak. Przeciętne skojarzenie Wydziału Mechanicznego to śrubki, klucze…

Prawda…, zębatki, przekładnie, różne takie fajne rzeczy kapiące olejem.

Tak, i po łokcie brudni mechanicy chodzący po hali.

Kojarzy się od razu z warsztatem samochodowym, a jakże. Ale to nie jest tak, że pan z tymi maszynami tak ma do czynienia na co dzień, bo właściwie pan uczy te maszyny myśleć.

To prawda. Pracuję w Katedrze Mechaniki i Informatyki Stosowanej.  Śrubek prawie tu nie ma. Zajmujemy się mechaniką jako dziedziną fizyki.

Zaraz padnie jeszcze taka inna, dziwna nazwa, bo na styku tej mechaniki, takiej właśnie z tymi przekładniami, z tymi śrubkami i czasami kapiącym olejem, choć nie powinien kapać, mamy też elektronikę. I kiedy połączymy dwa fragmenty tych nazw, to nam się pojawi mechatronika.

Dzisiaj Wydział Mechaniczny to jest mechanika tradycyjna, mechanika ośrodków ciągłych i budowa maszyn. Na Wydziale Mechanicznym łączymy zagadnienia mechaniczne, elektroniczne, informatyczne, robotyczne właśnie pod postacią mechatroniki…

Czyli uczycie te maszyny myśleć?

Inteligentne maszyny to coś takiego, co już powinno zachowywać się tak, jakbyśmy my chcieli.

Żeby ona po prostu była raczej powolnym nam narzędziem, bo inaczej to kłania się „Terminator”, prawda? Kiedyś pojawiało się w kronikach filmowych albo w dziennikach telewizyjnych stwierdzenie obrabiarki sterowane numerycznie – oto wchodzi XXI wiek. Po dziesięcioleciach pojawiło się inne stwierdzenie, że pracujemy na maszynach CNC, ale to są chyba dość podobne rzeczy?

To jest to samo. Obrabiarki sterowane numeryczne, to dzisiaj jest taki podstawowy warsztat każdego inżyniera, który chce coś zrobić, coś nowego. Kiedyś, kiedy byli jeszcze bardzo dobrze wykształceni fachowcy, frezerzy, tokarze, to potrafili zrobić takie bardzo skomplikowane rzeczy…

Pilnikiem.

Obrabiarką, ale taką ręcznie sterowaną. Dzisiaj można zauważyć, że te mechaniczne rzeczy są coraz bardziej skomplikowane i to tylko dlatego, że do ich wykorzystania używa się obrabiarek sterowanych numerycznie. Właśnie te komputerowo sterowane obrabiarki potrafią zrobić takie rzeczy, których się, po prostu, kiedyś albo nie dało zrobić, albo było to bardzo, bardzo ciężkie do zrobienia i bardzo często nieopłacalne.

Jak obecnie wygląda taki proces produkcyjny czegoś na takiej obrabiarce? Co mamy na początku?

Pomysł. Jak zawsze wszystko zaczyna się od pomysłu. Później inżynier pracuje, nie od razu idzie na halę i próbuje coś robić, tylko pracuje w wirtualnym środowisku i np. buduje taką wirtualną maszynę w środowisku jakiejś aplikacji CAD-owskiej, które wspomaga pracę inżyniera. Już nie kalka i rapidografy i tusz, tylko właśnie środowisko wirtualne, gdzie buduje się wszystkie elementy takiego zespołu, takiej maszyny.

I możemy je sobie obracać, zobaczyć jak to wszystko współdziała?

Możemy nawet zaplanować testy wirtualne. Obciążyć tę maszynę, zobaczyć czy wytrzymują te poszczególne części, czy tam nieprzekraczane są, na przykład, naprężenia dopuszczalne albo czy nie ma nadmiernych odkształceń. Możemy już na tym etapie zareagować, np. przewymiarować, zmienić parametry, dobrać inne materiały, mieć całą kompletną listę wszystkich niezbędnych części i dopiero wtedy możemy udać się na halę obrabiarek. Wcześniej są jeszcze przecież techniki szybkiego prototypowania. Możemy wydrukować takie urządzenie, zobaczyć na przykład, czy da się zmontować,. Bo czasami ładnie się wszystko narysuje, a później się okazuje w praktyce że…

Ups!

Właśnie ups! Można zrobić prototyp, może jeszcze niefunkcjonalny, ale taki, żeby można było zweryfikować założenia, przedstawić inwestorowi, jak to wygląda, żeby zobaczył na jakim etapie jest praca i dopiero później buduje się prawdziwie działający prototyp.

Jak taką obrabiarkę CNC się programuje? To jest, po prostu, program komputerowy, który się ładuje i już – ona sobie pracuje?

Taka obrabiarka, w programowaniu, to są jakieś osie, które przemieszczają się i narzędzie jest przemieszczane. W przypadku frezarek, obrabiarek ubytkowych tym narzędziem jest obracający się i zdejmujący materiał frez. A w przypadku drukarek, które dodają materiał, to jest głowica drukująca, bardzo popularna technika. Do takiej maszyny wysyłamy polecenia – przemieść się do danego punktu przestrzeni roboczej, bo tak to się nazywa. Przestrzeń zazwyczaj jest trójwymiarowa, więc przemieść się do tego punktu z prędkością taką i taką, i obracając na przykład wrzecionem frezarki z prędkością taką i taką. I tak można, nawet ręcznie sterować maszyną bez użycia komputera, tylko wydając takie polecenia. Oczywiście tych poleceń są tysiące, w zasadzie ręcznie tego zrobić się nie da. Tutaj przydają się wygenerowane wcześniej modele, właśnie w aplikacjach CAD-owskich, na których można wygenerować program do sterowania taką obrabiarką.

Taka maszyna CNC, o której tutaj mówimy, to jest odwrotność drukarki 3D? Można tak powiedzieć?

Są techniki ubytkowe, czyli zabieramy materiał, a są też techniki przyrostowe, kiedy dodajemy materiał. To są takie dwie podstawowe techniki wytwarzania części.

O ile obrabiarka, która pracuje w twardym materiale – stali czy czymś podobnym, pozwala nam wyobrazić sobie jej pracę i zastosowanie do części, którą ona nam wyprodukuje. Tymczasem zawsze zastanawiam się, patrząc jak działają drukarki 3D, że ten materiał z którego one te różne rzeczy robią to jest jednak trochę mniej trwały od stali. Czy to się już zmienia?

Zmienia się. Są już drukarki, które potrafią drukować z proszków metali. Stal jest trudnym materiałem. Zazwyczaj proszki są utwardzane promieniem lasera, czyli jest nasypywana cieniutka warstwa takiego proszku, później wiązka laserowa przechodząc po tym proszku stapia je, nadtapia, zestalając je…

Po prostu spawa.

Można tak powiedzieć, bo są takie techniki, w których niektórzy pasjonaci próbują robić takie obrabiarki addatywne właśnie ze spawarek, ale ich dokładność nie jest zbyt dobra.

Ale działa…

Tak. W ten sposób drukuje się na przykład z proszków tytanu. Są wykorzystywane już przez niektórych producentów jako element normalnej produkcji. Są wytwarzane części, które innymi technikami byłyby albo niemożliwe do wykonania, albo bardzo trudne do wykonania. Byłyby dużo cięższe, miałyby na przykład gorsze parametry użytkowe.

A jeśli chodzi o straty przy produkcji, to chyba też trzeba się starać, żeby tych strat materiału było jak najmniej?

Przy obróbce ubytkowej zazwyczaj się robi tak, żeby tego materiału do usunięcia było jak najmniej, by oszczędzić czas i zminimalizować koszty. Każdy kilogram takiego materiału dosyć dużo kosztuje, więc tak staramy się projektować taką obróbkę, żeby zminimalizować niepotrzebne operacje.

Z jaką dokładnością pracuje taka maszyna?

Taka amatorska frezarka potrafi pozycjonować do jednej setnej części milimetra, czyli potrafimy czytać do drugiego miejsca po przecinku. Tu jest bardzo dużo czynników, ponieważ jeżeli ten frez będzie frezował, to przy okazji może odkształcać się materiał, sam frez, cały układ kinematyczny takiej frezarki ma pewne niedoskonałości, więc efekty obróbki mogą się różnić od tego, co było zaplanowane. Ale można wykonać daną część, wykonać pomiary czy to za pomocą sond pomiarowych, czy specjalnych skanerów. W przypadku, gdy nie zgadzają się wymiary, możemy wprowadzić pewne poprawki do programu obróbkowego, żeby na przykład ten frez troszeczkę odchylić od zaplanowanego przebiegu, by uzyskać założone wymiary.

I testy wytrzymałościowe też można przeprowadzić w pamięci komputera?

Oczywiście. Metoda elementów skończonych dzisiaj to jest podstawowe narzędzie inżyniera i to jest bardzo proste do zrealizowania. Część, którą narysowaliśmy w środowisku aplikacji do druku może posłużyć do przygotowania obróbki, ale również do wykonania testów. Mocuje się tę część wirtualnie, zabierając coś, co się nazywa stopniami swobody, żeby się nie przemieszczało. Nadaje się obciążenia i przy założeniu właściwości fizycznych materiału otrzymujemy przemieszczenia, deformacje całego tego elementu, i naprężenia, które tam występują. Uwidaczniając, na przykład, spiętrzenia naprężeń, nadmierne przemieszczenia, które mogłyby na przykład zaburzyć pracę łożysk, innych elementów, spowodować występowanie kolizji w mechanizmach i wiele, wiele innych elementów, także wirtualnie. Potrafimy w naszej katedrze wykonywać również prawdziwe próby wytrzymałościowe.

Wy to po prostu niszczycie?

Tak. To są badania niszczące. Zazwyczaj, jeżeli badamy materiał, to mamy właśnie albo jakąś blachę, albo wałek. Z tego wykonuje się próbkę. Są na to normy, na kształty takich próbek, żeby dało się porównywać różne elementy. Mocuje się do maszyny wytrzymałościowej, w szczękach hydraulicznych podłącza się urządzenia pomiarowe. U nas mamy taki fajny, bezdotykowy system pomiaru deformacji i rozciąga się na takiej maszynie wytrzymałościowej badany materiał aż do zerwania.

Czasami, oprócz badania próbek, przychodzi nam do badania elementów maszyn. Czyli przychodzi jakiś element, podzespół, który trzeba obciążyć. I tutaj jest mały problem, dlatego że musimy zamocować w jakiś sposób taki element w maszynie  wytrzymałościowej aby odzwierciedlić rzeczywiste obciążenia. Buduje się więc jakieś uchwyty, adaptery, żeby można było przyłożyć obciążenie i zobaczyć, jak mocna jest taka część.

Pan również zajmuje się technikami termowizyjnymi, ale takimi trochę innymi, aniżeli kojarzone np. z analizą cieplną budynku.

Tak, wykorzystujemy termowizję, nie tylko żeby zobaczyć, którędy ucieka z budynku ciepło i jak została zrobiona izolacja, czy wykrywania, na przykład, zawilgocenia ścian, bo do tego termowizja świetnie się nadaje, ale mamy system do termografii aktywnej. Za pomocą lamp halogenowych albo lamp błyskowych atakujemy materiał taką falą ciepła, czy jakiś element i patrzymy, jak się rozchodzi ciepło, obserwując powierzchnię tego elementu za pomocą kamery termowizyjnej. To nam pozwala zobaczyć to, co jest ukryte pod powierzchnią tego materiału. Na przykład jakieś przeszkody w rozprzestrzenianiu albo ułatwienia w przewodzeniu ciepła i wnioskujemy czy jest tam, na przykład, jakaś pęknięcie podpowierzchniowe albo pod powierzchnią farby. Czy jest coś ukryte w materiale, czy jest jakaś delaminacja między warstwami kompozytu. A nawet zdarzyło mi się badać w ten sposób ikonę, sprawdzając czy pod warstwą farby przemalowanej ikony są jeszcze inne warstwy.

Były?

Była tam taka powłoka srebrzona, która została zamalowana i to bardzo ładnie zostało pokazane.

Lampa błyskowa od razu kojarzy ze sprzętem fotograficznym i to chyba tak wygląda?

To jest taka trochę większa lampa błyskowa, żeby wywołać efekty cieplne. Energia błysku takiej lampy to jest 1500 dżuli, bardzo dużo. No i gdybyśmy błysnęli sobie w oczy, to by było jedyne błyśnięcie. Już więcej byśmy nie mogli sobie błyskać. Także ja bardzo często ze studentami albo z dziećmi przy okazji np. Uniwersytetu Dziecięcego, jeżeli robimy takie doświadczenia, to każę im wszystkim zamknąć oczy, mówiąc że i tak zobaczycie wszystko bardzo dokładnie, ponieważ przez powieki ten błysk naprawdę bardzo, bardzo dobrze widać. Próba dla odważnych z taką lampą błyskową polega na tym, żeby błysnąć na rękę i poczuć to ciepło. Zgodnie z naszymi pomiarami, to chwilowa temperatura na powierzchni skóry wynosi ponad 200 stopni Celsjusza. Żadnych oparzeń oczywiście nie ma. To bardzo krótki impuls i ciepło szybko się rozchodzi, nie wyrządzając żadnych szkód.

Ale wystarczy do tego, żeby sprawdzić, co jest pod spodem. I to jest chyba taka technika, której można używać tam, gdzie nie da się prześwietlić jakiegoś obiektu, jakiegoś urządzenia, bo to jest, po prostu, urządzenie dość małe?

Sam generator błysku to taka walizeczka plus jeszcze kamera termowizyjna. Do tego jakiś statyw i można zbudować takie przenośne urządzenie. U nas jest wersja laboratoryjna. Można w ten sposób badać, na przykład, powierzchnie samolotów, badać jakieś elementy, gdzie nie można zastosować na przykład promieni rentgenowskich albo techniki mikrofalowej. Wszystkie te grupy badań, to są w tym przypadku badania nieniszczące, czyli takie które nie powodują zniszczenia elementów.

Czym jeszcze Pan się zajmuje?

W mojej Katedrze Mechaniki i Informatyki Stosowanej uczę programowania. Na pierwszym kursie, czyli kursie inżynierskim, w zasadzie wszystkich kierunków studiów na drugim semestrze jest jeden semestr programowania i tam bawimy się ze studentami programowaniem i na kierunkach: Mechanika i Budowa Maszyn, Inżynieria Biomedyczna uczymy programować w Pythonie jako języku naprawdę bardzo przyjemnym do nauki, bardzo wydajnym. Lepszego języka programowania osobiście nie znam. Na kierunku Mechatronika studenci potrzebują narzędzia bardziej przemysłowego. Dlatego uczą się najpierw języka C, a później rozwinięcia do obiektowości, czyli języka C++.

Czyli od razu takich bardzo poważnych, zaawansowanych rzeczy…

Przemysłowych.

Tak, ale dlaczego zapytałem o tego Pythona, bo to od pewnego czasu rzecz bardzo popularna wśród młodziaków. Na zasadzie takiej, że młodziak za własne kieszonkowe kupi sobie taką książeczkę z napisem Python…

Dla dzieci…

Tak.

Polecam.

I sobie to czyta nocami, a potem kiedy, na przykład zbliżają się urodziny takiego młodziaka, tata, a wiesz, bo to takie komputerki są prawda…

Nic lepszego, proszę państwa, się nie zdarzyło niż takie małe komputerki…

To jest sugestia w sprawie prezentów. Raspberry Pi

To jest malinka. W Polsce mówimy to na to malinka od angielskiej nazwy Raspberry. I to są małe komputerki, tak zwane jednopłytkowe, bo na jednej płytce jest wszystko, co jest potrzebne do uruchomienia komputera, czyli procesor, pamięć masowa, można kartę microSD włożyć i uruchomić prawdziwy komputer osobisty albo wbudować taki komputer, taką właśnie malinkę, do urządzenia typu łazik, samolot, cokolwiek byście chcieli, a nawet jeżeli chcecie zbudować obrabiarkę albo przyspieszyć swoją drukarkę 3D, to możecie dołączyć taką malinkę do drukarki i w ten sposób można budować zupełnie samodzielnie piękne rzeczy. No i bardzo, bardzo efektywnie.  Pomysł tych malinek, to był pomysł dla, tak naprawdę, krajów rozwijających się, ale znalazł zastosowanie na całym świecie. Jest bardzo popularny jako platforma rozwojowa, gdzie jest możliwe połączenie komputera i sprzętu. Można w ten sposób budować naprawdę przedziwne rzeczy. Poszukajcie w internecie projektów na malinkę. Naprawdę jest ich tysiące, jeżeli nie setki tysięcy.

Są wersje też, już jakby gotowe, wbudowane w klawiaturkę. Pamiętam te dawne komputery typu Atari albo ZX Spectrum, to wszystko było w tej klawiaturce ukryte. Malinki też tak mają. Wystarczy tylko przez złącze HDMI podłączyć monitor…

I zasilacz. I można już używać takiego małego komputera. On jest naprawdę bardzo sprawny. Osobiście wykłady prowadzę właśnie z malinki. Przychodzę sobie na wykład z pilotem, czyli taką myszką, która jest bezwładnościową, inercyjną, bezprzewodową, żeby działało to jako taki wskaźnik. Jedyną wadą takiego rozwiązania jest to, że nie mogę czasami, jak trzeba, napisać kawałek kodu, żeby coś przedstawić, zaprezentować, to trzeba iść po klawiaturę. A tak, to pięknie się sprawdza jako prezentator, mały, prosty, można wrzucić do kieszeni i iść na wykład.

Kilka razy pojawiło się słowo płatowiec albo samolot, trzeba sobie szczerze powiedzieć, że pan też lubi dłubać w modelach.

Takie zainteresowanie lotnictwem było kiedyś dość popularne. Teraz jakby troszeczkę mniej, ale kiedyś każdy chciał budować samoloty i było wiele modelarni. Wszędzie były budowane. Przed składnicami harcerskimi, gdzie sprzedawano takie zestawy, na przykład Jaskółek, stały kolejki. Każdy mógł sobie zbudować i później biegać ze sznurkiem, puszczając z holu taką Jaskółeczkę.

Kto nie miał Składnicy Harcerskiej pod blokiem, to musiał się zadowolić latawcem, ale to też bywały zaawansowane konstrukcje.

Oj, bardzo, bardzo. No i te zainteresowania, tak naprawdę, doprowadziły do tego, że na Wydziale Mechanicznym powstało Lotnicze Koło Naukowe. Nie mamy takiego kierunku, więc studenci, którzy mają zainteresowania związane z lotnictwem, mogą tam, na przykład, popracować, ale też później zrobić dyplom z tematyki lotniczej i zrealizować ten dyplom, budując jakiś samolot albo jakiś element do samolotu, bo to nie zawsze trzeba od początku do końca zbudować aeroplan.

ZOBACZ GALERIĘ (5 zdjęć)

To jest bardzo fajna rzecz. Załóżmy, ktoś interesuje się modelarstwem lotniczym, to nie dość, że się tym interesuje, to jeszcze bach, dyplom przy okazji zrobi.

Nie ma nic lepszego niż powiązanie emocji związanych z hobby z tym, żeby mieć jakąś korzyść. Albo zarabiać pieniądze na tym, albo zdobyć wykształcenie, bo to jest dosyć mocno rozwijające, wykracza poza zakres studiów i to jest doceniane przez komisję egzaminacyjną, na pewno. No i zajmujemy się tym, co lubimy, co nas interesuje. Także same korzyści, jeżeli jesteśmy zaangażowani emocjonalnie w robotę.

Ale powiedzmy sobie też, że to jest taka modelarnia XXI wieku, bo wy tam dużo rzeczy obliczacie na komputerach.

W zasadzie wszystko, nie mamy fizycznego tunelu aerodynamicznego, bo to są wielkie koszty i tylko duże instytuty czy uczelnie mają takie urządzenia. Ale dzisiaj nawet amator przy wykorzystaniu darmowego oprogramowania, które jest w sieci, które można ściągnąć, może zaprojektować swój samolot, wyznaczyć jego charakterystyki, np. wyznaczyć siłę nośną, warunki, w których on będzie latać, a nawet zaplanować, jakie ma być wyważenie.

A helikopter?

Jest też takie oprogramowanie, które służy do projektowania śmigieł. Muszę powiedzieć, że jest takie oprogramowanie, śmigieł, turbin wiatrowych i dałoby się policzyć ewentualnie i siłę nośną helikoptera.

Skoro policzymy sobie śmigła, no to gdzieś tam pośrodku przyczepimy ten helikopter jako taki i da radę, tylko trzeba będzie jeszcze skompensować tę siłę, która będzie tak nim kręcić dookoła?

Tak jest. Cała mechanika w śmigłowcach jest bardzo, bardzo skomplikowana. Widzimy sam ruch obrotowy, ale przy okazji łopata w trakcie każdego obrotu jest skręcana w jedną i w drugą stronę po to, żeby zróżnicować siłę nośną i żeby sprawić, że ten śmigłowiec albo leci do przodu, albo do tyłu, albo w lewo, albo w prawą stronę. Specjalna głowica śmigłowcowa kontroluje mikro ruch, który zmienia kąt natarcia takiej łopaty w trakcie obrotu.

Przeciętny człowiek nie jest świadomy tego, jakie jest skomplikowanie takiego ruchu, żeby uzyskać kontrolę nad śmigłowcem. Dlaczego sprawdzają się drony? Tam w zasadzie nie ma mechaniki. Jest śmigło na stałe przymocowane do silnika, czyli nie ma żadnych skomplikowanych mechanizmów i za pomocą elektroniki da się wysterować tymi czterema, sześcioma czy ośmioma śmigłami tak, żeby unosiło się to w sposób bezpieczny, dało się sterować, wykonywać zawis. W przypadku śmigłowców musi być zastosowana bardzo poważna elektronika i mechanika, która realizuje właśnie te skręcanie łopaty w czasie obrotu.

Czyli śmigłowce to skomplikowana mechanika typu kąt natarcia i tak dalej. Natomiast jeśli chodzi o te drony, takie popularne?

Tutaj musi być elektronika, która, po pierwsze bada, mierzy, jaka jest pozycja, czyli jakieś układy rejestracyjne, akcelerometry, żyroskopy elektroniczne i za pomocą sterowników silników różnicuje się prędkości i co za tym idzie siłę ciągu. Jeżeli zwiększamy prędkość równomiernie to dron się unosi, zmniejszamy, to opada, jeżeli zwiększymy siłę nośną, siłę ciągu tylnych silników, a zmniejszymy z przodu, no to pochyla się i zaczyna lecieć do przodu. I tak to działa. Przy okazji mogę wspomnieć, że takie pierwsze autopiloty, które umożliwiały sterowanie takimi urządzeniami, były budowane przez amatorów, zupełnych hobbystów, którzy łączyli się przy realizacji takich projektów i powstawały takie np. projekty jak kontroler lotu APM (Ardu Pilot Mega), który jest dosyć popularnym systemem do sterowania i samolotami, i dronami za pomocą platformy Arduino.

Czyli chce pan powiedzieć, że cały ten postęp w przeróżnych latadłach z ostatnich lat to wymyślili generalnie amatorzy?

W zasadzie można by było tak powiedzieć. Profesjonalne firmy sprzedają swoje produkty za bardzo duże pieniądze, a tutaj była potrzeba i jednocześnie możliwości realizacji budowania takich systemów w zasadzie za darmo. Jest to oprogramowanie otwarte, każdy może sobie ściągnąć, może wgrać, może wykorzystywać taki system, może skonfigurować do swoich potrzeb, ale również może otworzyć ten kod, przeprogramować. Jedyny obowiązek, to taki, że jeżeli coś zrobimy, to żebyśmy to opublikowali, żeby system dalej się rozwijał.

Czy zdarza się Panu taka myśl, żeby któregoś razu rzucić to wszystko i pojechać albo pobiec w Bieszczady?

Tak, bardzo często. Zawsze starałem się utrzymać równowagę między pracą a czasem wolnym, żeby wypoczywać w miarę wydajnie. I tutaj bieganie, o którym pan wspomniał, jest naprawdę świetnym pomysłem. Nie znam lepszego sportu, czy sposobu aktywności, który pozwalałby tak szybko się wyszaleć, zostawić wszystkie stresy pracy i wypocząć. Jestem fizycznie po takim bieganiu zmęczony, ale psychicznie to ja odpoczywam. Jestem zupełnym amatorem, ale od czasu do czasu spotykam się z innymi takimi świrami na zawodach. Ostatnio 11 listopada zablokowaliśmy trochę miasta… Pobiegłem w takim tempie, że i mój zegarek, bo teraz się biega z zegarkami, proszę państwa, który zmierzy nam wszystko, jak jesteśmy zmęczeni i niezmęczeni, jak ciężko pracowaliśmy. Mój zegarek powiedział, że to jest mój najlepszy czas na 5 kilometrów i na 10 kilometrów jednocześnie. Ale nie jestem najlepszym biegaczem. Na Politechnice Białostockiej jest cała grupa zapalonych biegaczy, np. nasz kanclerz, Wojciech Konopacki,  jest super biegaczem.

Rozmawiał Krzysztof Sadowski, Radio Akadera

Dr hab. inż. Adam Adamowicz, profesor PB
  • pracownik katedry Mechaniki i Informatyki Stosowanej Wydziału Mechanicznego PB
  • specjalista w zakresie numerycznych technik obliczeniowych zagadnień mechaniki ośrodków ciągłych, termosprężystości i przewodnictwa ciepła
  • opiekun Lotniczego Koła Naukowego

ZOBACZ GALERIĘ (5 zdjęć)

× W ramach naszego serwisu www stosujemy pliki cookies zapisywane na urządzeniu użytkownika w celu dostosowania zachowania serwisu do indywidualnych preferencji użytkownika oraz w celach statystycznych.
Użytkownik ma możliwość samodzielnej zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce internetowej.
Więcej informacji można znaleźć w Polityce Prywatności
Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie plików cookies, zgodnie z ustawieniami przeglądarki.
Akceptuję Politykę prywatności i wykorzystania plików cookies w serwisie.