Galeria im. Sleńdzńskich. Mikołaj Malesza – Poza słowem (zdjęcia)

Mikołaj Malesza, malarz i scenograf, pokazuje w Galerii im. Sleńdzińskich przekrojową wystawę „Poza słowem”. Jego światy zaludniają zwierzęta, ludzie, fragmenty istot boskich. Bo inspiracją może być w równym stopniu przyroda co duchowość i mistyka ikony.

W niewielkiej przestrzeni Galerii im. Sleńdzińskich można znaleźć mnóstwo fascynujących obrazów. Wybranych z kilku cykli, ale wszystkie cechujące się wyraźnie rozpoznawalnym stylem. Swego rodzaju skrótem, esencją, redukcją zbędnych ozdobników. A jednocześnie zawierających w sobie anegdotę, myśl, której odkrywanie może stać się równie fascynującą przygodą, co przedzieranie się przez puszczańską gęstwinę. Bo sam Mikołaj Malesza urodził się w Krynkach, w otoczeniu przepięknej podlaskiej natury. I nigdy o niej nie zapomniał.

– Myślę, że każdy bez względu na to gdzie się urodził się na wsi czy w mieście to wraca do dzieciństwa, bo to jest taki chyba najistotniejszy moment w życiu człowieka – mówi Mikołaj Malesza. – Nawet jeśli ktoś chce się od tego odciąć, zanegować i tak potem do niego wróci – te zwierzęta, ludzie, pejzaże. Teraz mieszkam w Legionowie pod Warszawą. Tam takich sosem nie uświadczysz, jakie są w Puszczy Knyszyńskiej. Ja chodziłem do szkoły przez las, tam można było spotkać dużo różnych zwierząt zwierząt, oprócz hodowlanych.

W Galerii im. Sleńdzińskich przy Legionowej zwierząt i ptaków uchwyconych na obrazach nie brakuje. I niekoniecznie muszą mieć one duże rozmiary. Kiedy spojrzymy na ścianę vis a vis wejścia – oczy przyciąga mozaika niewielkich prac. I na wielu z nich widać podlaskie zwierzęta.

– Te małe obrazki w tej chwili bardzo często są wstępem do większego obrazka – śmieje się Mikołaj Malesza. – Ta forma idealnie pasuje do mojej pracowni i polubiłem ją. Na małym formacie o wiele łatwiej znaleźć konstrukcję obrazu. Prace, które mi się spodobają, przenoszę na większy format, a jednocześnie w małym obrazku można więcej eksperymentować.

ZOBACZ GALERIĘ (25 zdjęć)

Malarz tryska radością życia, młody duchem, pełen pomysłów na kolejne obrazy.

– W latach 80. XX wieku moje malarstwo było spójne stylistycznie, mieściło się w nurcie ekspresji – wspomina Mikołaj Malesza. – Kiedy zacząłem właśnie mieć przygodę z teatrem, teatrem dziecięcym, zanim zacząłem projektować scenografię, próbowałem namalować obraz, który mnie do tego przybliży i wtedy zacząłem po inspiracje sięgać do różnych źródeł. Wtedy powstało szereg cykli. „Bliżej zwierząt”, inspiracje pejzażem, między malarstwem a teatrem „Powroty”, czyli powroty do dzieciństwa i cykl „Między słowami”. Wtedy przypomina mi się Tadeusz Kantor, który po jednym ze spektakli powiedział, że podeszła do niego taka starsza kobiecina i mówi do niego: Panie nic z tego nie zrozumiałam, ale co się napłakałam, to się napłakałam. Cykl „Między słowami” to prace, które trudno jednoznacznie określić, bo one mają mieć taki wymiar wieloznaczny. Tam również pojawiły się prace, które były inspirowane ikoną, nie jako przedmiotem kultu, tylko jako dziełem sztuki. Moim zdaniem ikona w najlepszy sposób łączy świat przedstawiający ze światem abstrakcyjnym. To mnie w ikonie zawsze interesowało – ta taka strasznie silna, mocna forma abstrakcyjna, która ma bogactwo znaczeń.

Mikołaj Malesza wyraźnie podkreśla, że nie pisze ikon, bo takiego sformułowania powinno się używać mówiąc o ikonie jako przedmiocie kultu religijnego.

– Nigdy nie malowałem ikon – podkreśla Malesza. – Nie maluję konkretnych świętych, aniołów – raczej chodzi o jakiś typ relacji między postaciami, które występują na tych obrazach.

Relacje to również podstawa teatru. A jeśli wspominamy teatr, tu, w Podlaskiem, przede wszystkim mamy na myśli supraski Teatr Wierszalin. I tu pojawia się kolejne zaskoczenie.

– Kiedy współpracowałem z Teatrem Wierszalinem, wydawało się oczywiste, że Wierszalin w jakiś sposób wpłynął na moje malarstwo – mówi Mikołaj Malesza. – Ale to było odwrotnie. Wtedy, kiedy podjąłem współpracę z Wierszalinem, byłem już ukształtowanym malarzem. Wniosłem siebie do Wierszalina, swoją stylistykę, poetykę, zamiłowanie do takich uproszczonych form, syntetycznych. To nie Wierszalin robił rzeźby, tylko ja je robiłem. Pewnie to na siebie wpływało, ale pierwszy był jednak obraz, a potem był teatr.

Teatr, dramat, są mniej lub bardziej obecne w malarstwie Mikołaja Maleszy. Stąd i dramaturgia niektórych płócien. Malowane czarną, grubą kreską ptak wydają się zwiastować jakieś dramatyczne wydarzenia.

– Nie wszystkie ptaki są dramatyczne – mówi Mikołaj Malesza. – Ptaki często są u mnie ciemne, są rodzajem świadka jakiegoś wydarzenia. Tutaj ptak jest jakimś symbolem przemieszczania się, jakiejś lekkości, powietrza. Maluję ptaki, bo ptaki potrafią fruwać – ja nie potrafię. Kiedy byłem mały, to miałem często wizję, że latam, fruwam, a teraz niestety nie mam takich snów.

Wystawę „Poza słowem” w Galerii im. Sleńdzińskich przy Legionowej 2 można oglądać do 12 września 2021 roku.

#Zjerzonykulturą – Jerzy Doroszkiewicz

ZOBACZ GALERIĘ (25 zdjęć)

Mikołaj Malesza

Malarz, scenograf. Studiował na warszawskiej ASP na Wydziale Architektury Wnętrz; dyplom z wyróżnieniem otrzymał w 1979. Miał ponad 20 wystaw indywidualnych, a także uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach malarstwa polskiego w kraju i za granicą, m.in.: w Niemczech, Francji, Belgii, Holandii, Anglii, Czechosłowacji, Włoszech, Austrii, USA, Japonii. Jest laureatem wielu nagród i wyróżnień, m.in. II nagrodę na XXXVII Ogólnopolskim Salonie Zimowym Plastyki (Radom, 1984) i III nagrodę na XII Ogólnopolskim Konkursie Malarskim na Obraz im. J. Spychalskiego (Poznań, 1987). Jest autorem ok. 40 scenografii, m. in. do większości spektakli teatru „Towarzystwa Wierszalin”, wraz z którym jest trzykrotnym laureatem nagrody Fringe First na Festiwalu Teatralnym w Edynburgu. Otrzymał również wiele nagród indywidualnych, m.in. na Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Wizualnej Animacje (Bielsko-Biała, 2002). wg „Encyklopedii Sztuki Polskiej” wydawnictwa „Kluszczyński”