Pani ogląda zdjęcia na wystawie

Głębia teraźniejszości w wystawie Rotary

Świat, z którym zaprzyjaźnialiśmy się przez kilka lat odmienił się w ciągu pół roku, a zasadniejszy jest chyba czas teraźniejszy, bo ten proces wciąż trwa. Rzeczywistość maseczek, odległości, ograniczeń nawet przy zwyczajnych gestach, jak uścisk dłoni na powitanie. To, co konfuduje zwykłego człowieka, artystę potrafi wprowadzić w trans tworzenia, czerpania z tej nowej sytuacji. Wernisaż „Pojedynek na współczesność” nie jest pracą rzemieślniczą, a emanacją potęgi umysłu ludzkiego przez połączenie emocji z rozumem.

Piękne, choć zaskakujące mam odczucia po wizycie w Operze i Filharmonii Podlaskiej przy okazji premiery wystawy Pawła Sadaja oraz Jerzego Koba. Zdaje się, że społeczność białostocka po okresie kilkumiesięcznej stagnacji łaknie wysokiej kultury. Wysoka frekwencja to renoma artystów, niezwykła aktualność tematu wernisażu, ale też wyraz vox populi: „pozwólcie nam podziwiać piękno kultury na żywo”. Dobrze, więc o czym właściwie jest wydarzenie zorganizowane przez białostocki klub Rotary?

Historia się rymuje

Wystawa to zderzenie współczesnych wizji dwóch wspomnianych fotografików. Paweł Sadaj przygotował wyjątkową podróż w czasie, która okazuje się korelować z całkiem współczesnymi problemami. Jak pisałem, w wystawie dostrzegam rzadko spotykaną potęgę rozumu (fascynująca znajomość historii) sprzymierzoną z duchem (multiperspektywiczne ukazanie opowieści). Mamy do czynienia niejako z graficzną sztuką teatralną, lecz statyczność obrazu zapewnia czas na analizę i samodzielną interpretację dzieła. Rozmowy kuluarowe potwierdziły, że każdy odbiorca stworzył własną historię w swojej głowie, ponieważ dostrzegł inne od pozostałych detale. Paweł Sadaj stworzył sztukę interaktywną, w zupełnie niemainstreamowym (bo nie nietechnologicznym) wydaniu. Kunszt artysty podkreśla fakt, że opowieść jest dość przystępna i nie powoduje uniesień brwi u osób zupełnie niezaznajomionych ze sztuką.

Rycerze XXI wieku

Dość nostalgiczny klimat fotografii Sadaja, zostaje skonfrontowany z bezpośrednio współczesną perspektywą Jerzego Koba. Po przeciwległej stronie sali odbiorca miał okazję zapoznać się z portretami ludzi. Wyjątkowego charakteru nadawał jednak realizm fotografii. Koba zadeklarował, że przedstawione sylwetki, to jego prawdziwi klienci. Potwierdza to fakt dodania subtelnych podpisów pod każdym zdjęciem, gdzie zaprezentowano imiona, oraz profesje „modeli”. Warte podkreślenia jest sportretowanie klientów w ich naturalnych ubraniach i maseczkach. Paradoksalnie, to te ostatnie nadają indywidualizmu bohaterom zdjęć. Różna forma, kroje, kolory dają do myślenia i popychają myśli ku interpretacjom. Na ile zamierzone jest całkowite zasłonięcie maską twarzy fotomodelki, które to może podkreślać jej izolację od szarej codzienności? Nie będę się galopował we własne przemyślenia, ponieważ sądzę, iż każdy odbiorca wystawy dozna własnych, intrygujących obserwacji.

Na koniec, chciałbym podkreślić profesjonalizm organizacyjny wydarzenia. Oprawa opery, walory muzyczne w czasie premiery, osobiste rozmowy z artystami nie byłyby tak istotne, gdyby zaniedbano środki bezpieczeństwa. Uczestnikom przed wejściem mierzono temperaturę, zalecano skorzystanie z maseczek, kazano wypełniać deklaracje zdrowotne. Atmosfera wirusa nie zakłóciła jednak tego wyjątkowego wydarzenia! Gorąco polecam twórczość obu Panów, a ich międzynarodowe wyróżnienia tylko podkreślają wyjątkowe umiejętności artystyczne.

Autor: Artur Sabasiński
Fot. Dawid Pieciul

wystawa fotografii