Good morning Mister Architect! Jak znaleźć pracę przy Piątej Alei w Nowym Jorku?

Dzień młodego Architekta to inicjatywa redakcji miesięcznika „Builder”. Wydział Architektury PB po raz pierwszy przyłączył się do tej akcji. Wydarzenie pozwala studentom zetknąć się z praktycznymi aspektami zawodu architekta.

Podczas Dnia Młodego Architekta, wydarzenia, które po raz pierwszy odbywa się na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej, spotykamy dr inż. arch. Andrzeja Dudzińskiego. Przez siedem lat pracował w Nowym Jorku, projektując między innymi szkoły w Purcell Architects P.C. Powrócił po latach na macierzystą uczelnię i pracuje w Katedrze Projektowania Architektonicznego.
 
Zapytaliśmy dr Dudzińskiego w jaki sposób architekt z Białegostoku może znaleźć pracę przy Piątej Alei w Nowym Jorku?

Kiedy znalazłem się w Nowym Jorku i szukałem pracy, nie miałem żadnych znajomości i przyjaciół w branży. Miałem w kieszeni dyplom Politechniki Białostockiej, siedem lat doświadczenia pracy projektowej w Polsce i portfolio, w którym pokazywałem między innym projekt dyplomowy z Wydziału Architektury. Dla pracodawcy z Nowego Jorku, nie miało najmniejszego znaczenia, czy jestem z Białegostoku, z Warszawy, Paryża, czy z Londynu. Byłem po prostu kimś zza oceanu.
Mówiono mi: „To fajne, co pan pokazuje. Ale proszę usiąść i pokazać, co Pan potrafi.”


 
Szukałem pracy dwa tygodnie.

Jedni mówią, że to długo, inni, że krótko. Fakt, że odrobiłem pracę domową w kraju. Wyjeżdżając, ściągnąłem z Internetu adresy 200 pracowni, które mnie interesowały w Nowym Jorku. I chodząc od drzwi do drzwi – po dwóch tygodniach znalazłem pracę. Pamiętam, że tego dnia szedłem do kolejnego biura z listy. Znajdowało się na jedenastym piętrze budynku w niezwykle modnej dzisiaj dzielnicy SOHO przy Lafayette Street w dolnej części Manhattanu. Wsiadłem do windy i zobaczyłem, że obok przycisków, widnieją nazwy kilku firm projektowych. Na co drugim piętrze znajdowała się pracownia architektoniczna. Pomyślałem: „W razie czego, będę miał gdzie zajść wracając”.
 
Jeśli chcecie mnie zatrudnić – to tu i teraz!

Kiedy przyjechałem na ostatnie piętro, do tej docelowej firmy – przyjęto mnie bardzo miło. To były trudne czasy, 2004 rok. Niedługo po ataku na World Trade Center. To biuro dopiero zaczynało zdobywać nowych klientów. Oni przez trzy lata niczego nie projektowali. I co ciekawe, nie zwolnili w tym czasie żadnego pracownika. Wszedłem tam i poczułem dobrą atmosferę, takiej wzajemnej życzliwości. I bardzo chciałem tam się dostać. Właściciele pracowni standardowo powiedzieli, że moje portfolio jest bardzo dobre, bardzo im się podoba. I proszą o pozostawienie numeru telefonu…
A ponieważ słyszałem dziesiątki takich odpowiedzi – zagrałem vabank. Powiedziałem: „Nie. Ja nie zostawię Wam numeru telefonu. I nie chcę Waszego numeru telefonu. Jeśli chcecie mnie zatrudnić – to tu i teraz!”
 
3 stopy, 12 cali.

Dodałem, że jadąc windą na górę, widziałem kilkanaście biur projektowych i teraz zajrzę do nich, czyli do ich konkurencji. I zacznę pracę tam, gdzie mnie przyjmą od ręki.
Odpowiedzieli mi: „Nie, proszę tam nie iść. Tu jest komputer, proszę usiąść i narysować elewację tego budynku. Teraz jest godzina 12:00, my kończymy o 17:00”
Podstawowym problemem wtedy dla mnie okazały się jednostki. Tam nikt nie wiedział, co to jest metr. A ja nie do końca czułem wtedy, co oznaczają 3 stopy, czy 12 cali. Trzeba więc było szybko tę wiedzę opanować. Na szczęście komputer w tym pomaga…

Kiedy na koniec dnia szefowie obejrzeli moją pracę usłyszałem:
„To zaczynamy jutro o 9:00”.
I tak się stało. To było moje pierwsze biuro projektowe w Nowym Jorku, w którym pracowałem pół roku. Potem pojawiały się kolejne miejsca. W sumie było ich trzy.
Najbardziej cieszę się z doświadczenia, które zdobyłem w biurze Purcell Architects P.C. na Manhatanie. W świetnej lokalizacji. Pięć minut od Empire State Building, przy samej Piątej Alei. Pracowałem przy projektowaniu budynków szkolnych. I ta praca dawała mi najwięcej satysfakcji.
 
„Good morning Mister architect!”

Mogłem projektować i nadzorować powstawanie danej szkoły. Byłem świadkiem przekazywania jej do użytkowania. Widziałem dzieci, wchodzące w jej mury. A jako zespół nadzorujący mieliśmy specjalny pokój w tej szkole, już po jej uruchomieniu. I bardzo mi się podobało, gdy dzieci po kilku tygodniach mówiły do mnie na korytarzu: „Good morning Mister architect!”
Nawet prowadziłem im zajęcia z architektury i opowiadałem, jak powstawała ich szkoła. Taka praca z odbiorcami – w tym wypadku z dziećmi – daje ogromną satysfakcję!
 
Dług w wysokości 100.000 dolarów.

Dziś tłumaczę studentom, żeby nie czuli kompleksów i żeby się cenili. Widzę, że często zgadzają się pracować za bardzo małe wynagrodzenie, albo wręcz za darmo – traktując to jako staż. W Stanach Zjednoczonych studia architektoniczne są wciąż dużo bardziej prestiżowe. Przeciętny student architektury kończy uczelnię z długiem w wysokości około 100.000 dolarów.
Musi go spłacić. Im szybciej, tym lepiej. System w Nowym Jorku jest więc tak zorganizowany, że żaden absolwent architektury nie idzie do pracy za darmo. Koszty utrzymania są bardzo duże, a on musi jeszcze spłacać zobowiązania ze studiów. Jednocześnie żaden pracodawca nie ośmieli się zaproponować zbyt niskiej kwoty za jego pracę. I ja skorzystałem z tego systemu. Pracowałem tam 7 lat. Ale wróciłem tutaj. I z dzisiejszej perspektywy stwierdzam, że to była dobra decyzja.
 
Studenci mają dziś niesamowitą okazję.

Podczas studiów wymyśliłem, że chcę się nauczyć języka angielskiego. Wiedziałem, że najlepiej to zrobić wyjeżdżając do kraju anglojęzycznego. Polska nie była jeszcze wtedy w Unii Europejskiej, to były lata 90. Wybrałem Londyn. Wtedy nie było tam jeszcze tylu Polaków. Trzeba było mieć wizę. Aby tam pojechać i się uczyć, musiałem wziąć urlop dziekański. Po powrocie miałem stracony rok studiów.

Dziś świat wygląda inaczej. Studenci mają niesamowitą okazję wyjeżdżania choćby na Erasmusa. Jadą na inną uczelnię, studiują tam, dostają stypendium -które często w dużej części pokrywa koszty utrzymania, realizują ustalony z uczelnią zakres studiów. I kiedy wracają – mają zaliczony semestr. I mogą kontynuować studia.
Co więcej, nasi studenci po obronie dyplomu – mogą korzystać z czegoś, co nazywa się praktyką absolwenta. Uczelnia daje możliwość wsparcia i opłacenia przez okres od 3 do 6 miesięcy stypendium, dla absolwenta, który podjął praktykę w jakiejś firmie. To często staje się przepustką do pracy na stałe w danym miejscu. Fantastyczna perspektywa.
 
Potem dobrze jest wrócić.

Nie zamierzam reklamować wyjazdów młodych architektów za granicę. Choć wyjazdy są bardzo potrzebne i pożyteczne. Ale potem dobrze jest wrócić.
I to jest wartość dodana. Bo ci absolwenci wracają z potężnym doświadczeniem. Z dużo szerszym spojrzeniem i otwartą głową.

Notowała Magdalena Gołaszewska

Dzień młodego Architekta – to inicjatywa redakcji miesięcznika „Builder”. Jednego z bardziej prestiżowych pism branżowych w Polsce w dziedzinie architektury i budownictwa. Wydział Architektury PB po raz pierwszy przyłączył się do tej akcji. To wydarzenie pozwala studentom zetknąć się z praktycznymi aspektami zawodu architekta. Składa się z szeregu wykładów, przygotowanych przez znane pracownie architektoniczne, z warsztatów projektowania z BIM w programie ARCHICAD oraz prezentacji oferty firm z branży projektowej. Cieszy się wielkim zainteresowaniem studentów architektury.