Jan Morris – Triest, czyli nigdzie
„Triest, czyli nigdzie” to książka, która ukazała się na początku XXI wieku. Zanurzona w historii, niespiesznie przybliża historię niezwykłego miasta – najważniejszego portu Austro-Węgier.
Triest pojawia się w historii, pojawia się też w literaturze. Wspominali o nim Jules Verne, zamieszkał James Joyce, ale tak naprawdę cały świat robił tu wielkie interesy. Bo też i port w Trieście był oknem na świat nie tylko Wiednia i Budapesztu, ale całych połaci Europy. A wielonarodowi i wielowyznaniowi mieszkańcy żyjąc ze sobą w zgodzie bogacili, jak przystało na miasto stworzone do wymian pieniężno-towarowych. Miasto-stocznię, miasto-samodzielny byt rzucony pomiędzy Włochy i Bałkany z górującym krasem. Miasto, według Jan Morris, z niezwykłym duchem.
A pisarka umie tchnąć w niego życie, mimo, że dawno już odeszła w przeszłość austro-węgierska świetność. Wytrawna pisarka umiejętnie wplata w opisy miasta, jakie widziała i w roku 1945 i u schyłku XX wieku, historyczne fakty i ciekawostki. Na swój sposób buduje przed czytelnikiem psychologiczny portret miasta – stolicy państwa Nigdzie. Zachwyca się uprzejmością ludzi, odkrywa zabytki pisane głagolicą, wielowiekowe bizantyjskie freski. Często zwiedzanie mniejszych miejscowości przewodnicy rozpoczynają od najważniejszego zabytku, z reguły świątyni, która przetrwała wojenne pożogi. Paradoksalnie znająca wojnę od podszewki Morris, dopiero pod koniec książki zagląda do triesteńskich świątyń. Bo wszystko musi robić po swojemu, łącznie z określeniem własnej tożsamości.
Unikalna lektura, bardziej historyczno-socjologiczna niż geograficzna, ale nikt się z Jan Morris na przewodnik nie umawiał. Na dobrą literaturę – i owszem. I słowa dotrzymała.
#Zjerzonykulturą – Jerzy Doroszkiewicz
Jan Morris – Triest, czyli nigdzie
Przełożył Jarek Westermark
Wydawnictwo Czarne