Kina znów będą otwarte. 21 maja – Światowy Dzień Rozwoju Kulturalnego

Kadr z filmu "Nomadland" - mat. dystrybutora

21 maja przypada Światowy Dzień Rozwoju Kulturalnego. Prawdę mówiąc o tym święcie, nota bene ustanowionym przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2002 roku, jakoś specjalnie nie słyszałem, ale skoro jego misją jest promocja kultury – wypada się tylko cieszyć. Bo właśnie od 21 maja 2021 roku oficjalnie znów otwierają się kina.

Przez lata w krajach tak zwanego obozu socjalistycznego krążył cytat jakoby z niejakiego Lenina, tego od rewolucji październikowej, że „kino jest najważniejszą ze sztuk”. Inna wersja głosiła, że wódz owej ruchawki, która mała zmienić losy świata, a spowodowała śmierć milionów osób raczył rzec: „Ze wszystkich sztuk najważniejszy jest dla nas film”. Tak czy inaczej – chodziło mu o propagandę. Radiowcy powiedzieliby, że wolą radio, ale w tym tygodniu skupimy się na kinie – tym bardziej, że przecież muzyka filmowa też nieraz napędzała nasze programy. A muzyka – ta instrumentalna i piosenki często wynosiły przeciętne filmy na wyżyny.

Ot choćby „Raindrops Keep Falling On My Head” Burta Bacharacha z zapomnianego dziś „Butch Cassidy and the Sundance Kid”, czy genialna „Knockin’ on Heaven’s Door”  Boba Dylana z równie podstarzałego „Pat Garret and Billy the Kid”. Dlatego kiedy w „Nomadland” właściciele kamperów śpiewają przy ognisku „On the Road Again” Willie’go Nelsona z filmu „Honeysuckle Rose” trudno się nie uśmiechnąć. Oryginalną muzykę, podsycającą przepiękne, nostalgiczne zdjęcia napisał Ludovico Einaudi i bez wątpienia – działa. A jak działa sam „Nomadland”? Na pewno szczęśliwi będą wielbiciele talentu Frances McDormand. Ale czy to oskarowa rola, czy tylko ta 63-letnia aktorka po prostu trzyma poziom – rzecz gustu. Jedni uważają film za wydmuszkę, inni za wyjątkowo piękny. Warto zobaczyć w spokoju w sali kinowej – czy to w kinie Forum czy w Heliosach i wyrobić sobie własne zdanie. Także o podejściu do życia, o poczuciu wolności, o dobrowolnej rezygnacji ze świata albo właśnie – o godzeniu się ze światem i sobą samym.

W ten weekend można nie wychodzić z kina. Szczególnie, że wszystkie kina kuszą hipnotyzującą Tildą Swinton, która zagrała u Pedro Almodovara. Będzie melodramatycznie, a z pierwszych opisów wynika, że Swinton w filmie „Ludzki głos” da pokaz całej gamy środków aktorskiego wyrazu.

Kto jeszcze nie widział, a ma do czynienia z uczniami, młodzieżą, nauczaniem – może zaryzykować inny wysoko oceniany, oskarowy film – „Na rauszu”. Nauczyciele gimnazjum postanawiają umilić sobie życie pracą pod wpływem – łatwo się domyślić czego – a jakie będą skutki? Zobaczcie sami. Na pewno świetnie wypada charyzmatyczny Mads Mikkelsen, ale sam temat, w kontekście spustoszeń jakie choroba alkoholowa może poczynić wśród najzdolniejszych i najzabawniejszych pedagogów, jakoś do tego Oskara nie może mnie przekonać.

O Oskara walczył w tym roku Paul Raci. Szkoda, że nie wiedziałem o tym, że grający jedną z ważniejszych ról 73-letni aktor to w zasadzie stuprocentowy Polak. Jego mama była z domu Grabowska, a po ojcu odziedziczył nazwisko Racibożyński. Niestety tata był głuchoniemy, stąd Amerykanie wymusili na nim skrócenie nazwiska, by łatwiej się je pokazywało językiem migowym. Paul Raci zagrał w „Sound of Metal” – jednym z najlepszych filmów, jakie widziałem opowiadających o głuchoniemych, o głuchocie i o tym, jak kalectwo może zabić największą nawet miłość. Muzyki w tym filmie – niewiele, emocji – mnóstwo. I miłości – też.

Heliosy i kino Forum zapraszają również na przedpremierowe pokazy filmu „Minari”. To także Oskar, tyle że za rolę drugoplanową także dla 73-letniej aktorki z Korei – Yuh-Jung Youn. Czy Koreańczykom uda się ziścić american dream w owych Stanach Zjednoczonych, jak przetrwa walkę o byt wielopokoleniowa rodzina – chyba warto się wybrać.

23 maja o godzinie 15 do kina Forum przyjedzie Bartosz Kruhlik. To reżyser znakomitego filmu „Supernova”. Emocje, dramat, śmierć i powiatowa Polska w pigułce – to tylko 78 minut, ale w zupełności wystarczy, by wytrącić każdego z równowagi. I tu też widzimy do czego może doprowadzić niefrasobliwe chlanie. Niestety.

W Heliosach pojawi się też nowy film z Olgą Bołądź – „Wolka”. Polsko-islandzki i z wątkiem kryminalnym w tle. Zaś kto przegapił – może zdążyć na nagrodzony Oskarem za najlepszy scenariusz oryginalny autorstwa Emeraldy Fennell film „Obiecująca. Młoda. Kobieta”. Całkiem niezły. Do kin wchodzą też wielkoekranowe hity jak „Godzilla vs. Kong” czy „Mortal Kombat”. Co kto lubi.

Wychodząc z kina można zaryzykować bulwarówkę „Boeing, Boeing” w Teatrze Dramatycznym, szczególnie, że to już ostatnie spektakle przed remontem. Zmieni się właściwie całe wnętrze, może zatem warto zapisać pod powiekami obraz tego przedwojennego gmachu. Dzieciaki warto zabrać do BTL-u na świetnego „Kaszalota” – oczywiście według tekstu Marty Guśniowskiej. A poza tym – oby pogoda dopisała, to wszędzie wybierajmy się pieszo lub rowerem. Wszak 21 maja to także „Dzień dojazdu rowerem do pracy”. Myślę, że nie tylko do pracy i nie tylko w ten jeden dzień w roku.

#Zjerzony kulturą – Jerzy Doroszkiewicz

× W ramach naszego serwisu www stosujemy pliki cookies zapisywane na urządzeniu użytkownika w celu dostosowania zachowania serwisu do indywidualnych preferencji użytkownika oraz w celach statystycznych.
Użytkownik ma możliwość samodzielnej zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce internetowej.
Więcej informacji można znaleźć w Polityce Prywatności
Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie plików cookies, zgodnie z ustawieniami przeglądarki.
Akceptuję Politykę prywatności i wykorzystania plików cookies w serwisie.