Oszczędzanie przez niewydawanie. Problem wiecznie pustego portfela…

Problem wiecznie pustego portfela dotyka wielu z nas. Choć narzekamy na swoje zarobki i wysokie ceny dóbr, czy rzeczywiście czynimy refleksję nad naszym wydatkowaniem?

Felieton Artura Sabasińskiego

Standard życia w Polsce rośnie właściwie z roku na rok. Koniunktura gospodarcza ma oczywiście wpływ na możliwości finansowe Polaków w konkretnych latach, ale generalnie ‘egzystencja’ coraz częściej przeobraża się w ‘życie’, czyli zwiększają się nasze aspiracje. Celem uboższych warstw społeczeństwa przestaje być, w pierwszej kolejności, przeżycie „od pierwszego do pierwszego”. Czy właśnie te aspiracje nie są po części naszą piętą achillesową? Czy nie zagubiliśmy się w pewnym momencie pędu za zachodnim, a więc na wskroś konsumpcyjnym, stylem życia?

Rozrzutność jest bardziej pożądana?

Porzućmy na razie te pytania, zostawiając wnioski na koniec – wróćmy na ziemię. Jak oszczędzać tak, by profity były zauważalne? Należy w pierwszej kolejności przygotować się na niezwykle trudne wyzwanie – zmianę swoich nawyków. Praktycznie każdy z nas ulega wszechobecnemu marketingowi, wpływowi otoczenia, ale też własnym zachciankom. Nie ma w tym nic wstydliwego, lecz pamiętajmy w każdej sytuacji, by po prostu myśleć. A myśleć należy o realnym zapotrzebowaniu na dane dobro. Mam wrażenie, że zaspokajanie, nawet z pozoru drobnych kaprysów weszło w krew społeczeństwu. Nawet jeśli Twoje możliwości finansowe pozwalają na codzienny zakup kawy w kawiarni, dodatkowych przekąsek, czy obiadu na mieście, zastanów się nad samodyscypliną, która pomoże Ci przezwyciężyć te nawyki. Oszczędzanie nie jest wyłącznie dla osób posiadających skromniejsze zasoby finansowe. Nie jest również powodem do wstydu. Szczerze mówiąc, przyjął się chyba w społeczeństwie absurdalny schemat funkcjonowania, w którym to rozrzutność jest bardziej pożądana. Mamy więc kolejny dowód, że nie zawsze warto być konformistą, niejednokrotnie lepiej kierować się własnym poczuciem wartości.

Oszczędności na przyjemności

Wracając do meritum, odmawianie sobie małych przyjemności pozwoli wykreować ich właściwy, unikalny charakter. Czytelniku, pójdź na kawę, gdy osiągniesz jakiś mały sukces w pracy, czy na uczelni. Potraktuj obiad na mieście jako nagrodę za zdane kolokwium, lub wyrobienie się ze swoimi zawodowymi zobowiązaniami. Poza aspektem ekonomicznym, stwarza to jednocześnie sprawnie funkcjonujący system motywacji w codziennym życiu, który pozwala nam rzetelnie wypełniać swoje zobowiązania.

Jakość a nie ilość!

Oczywiście, system nagród powinien być proporcjonalny. Nie odmawiaj sobie także zakupów dla przyjemności, ale łącz je z potrzebami. Czas postawić na jakość? Moim zdaniem tak. Lepiej pójść na luksusowe zakupy raz na dłuższy okres czasu (przyjmijmy np. raz na rok), by zrekompensować sobie wcześniejsze zaciskanie pasa, niż na bieżąco trwonić pieniądze przedkładając ilość nad jakość. Oszczędność nie służy przecież odbieraniu przyjemności z życia i owoców pracy, a ma je w odpowiedni sposób maksymalizować! Może stać się jednak tak, że powiększające się ilości gotówki w naszej kieszeni, czy cyferki na koncie bankowym skutecznie zredukują nasze zakupy. Będzie to z kolei oznaczało postępujący wzrost racjonalnego używania pieniędzy, co stanowi według mnie optymalny stan świadomości ekonomicznej.

Dzieci we mgle konsumpcji

Wracając do pytań postawionych we wstępie, uważam je za całkowicie zasadne w obecnej, polskiej rzeczywistości. Boom gospodarczy, który nastąpił po długich, chudych latach, spowodował zachłyśnięcie się społeczeństwa kupowaniem na masową skalę. W połączeniu z małą świadomością marketingową, wielu z nas zachowuje się jak dzieci we mgle we wszechobecnym świecie konsumpcji. Nie potrafimy racjonalnie ocenić swoich potrzeb, pozyskując kolejne, zbędne dobra na kredyt, lub marnując na nie ciężko wypracowane pieniądze. W praktyce, widać to podejście np. w szaleńczej żądzy posiadania ubrań od znanych projektantów, by „pokazać” nasze bogactwo. Bywa, że przyjmuje to absurdalne postaci, jak kupno podróbek w celu dopasowania się do otoczenia.

Smutna rzeczywistość, to kompleksy, które staramy się wyleczyć. Wobec siebie, swojego otoczenia, „Zachodu” w większej skali. Nie warto im ulegać i sprowadzać swojej roli jako człowieka do bycia wieszakiem, czy ekspozycją czyjegoś znanego nazwiska. Nie mam nic przeciwko noszeniu dobrej jakości odzieży, czy korzystaniu z luksusowych produktów, bo jest to naturalny efekt wysokich zarobków. Neguję natomiast ślepe uwielbienie dla marek, w których zresztą ta jakość może wcale nie występować – metka nie wpłynie na nas jako ludzi, nie podniesie naszej wartości duchowej, choć może podnieść samopoczucie.

Zostawiam Cię, Czytelniku, z refleksją:
Czy chcemy dzisiaj oceniać człowieka po jego ubraniach i akcesoriach? Czy tak ma wyglądać dzisiejsze społeczeństwo, znajdujące się u szczytu swego rozwoju i potęgi?

 

Artur Sabasiński

Jestem studentem na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku. Poza studiami, angażuję się w działalność społeczną. Moje zainteresowania naukowe obejmują dziedziny humanistyczne i ekonomię. Największą pasją darzę zegarki, książki i muzykę.