Przygoda z Erasmusem …w częściach

Zostawiliśmy tylko rzeczy i cała impreza przeniosła się do pokoju jednego z „Erasmusów”. Dwadzieścia osób w małym, aczkolwiek dwupiętrowym pokoju… „Nieźle się zaczyna”.

Opowieść Kornelii Waraksy w odcinkach – część pierwsza

Zaczynamy przygodę!

Cała przygoda z Erasmusem zaczęła się od lekcji angielskiego na Politechnice Białostockiej. Kolega siedzący za mną zapytał „Kornela, jedziesz z nami do Portugalii na Erasmusa?” Na początku nie wiedziałam jaka będzie moja decyzja. W ubiegłym roku bardzo chciałam tam pojechać, ale niestety kampania wrześniowa wygrała. W tym roku sprawa wyglądała nieco inaczej – chłopak… Dużo myśli naraz. Z jednej strony przygoda życia, z drugiej strony obawy, co będzie ze związkiem? Czy przetrwa półroczną przerwę? Rodzina i znajomi mówili, że trzeba wykorzystać okazję i jechać. Porozmawiałam z chłopakiem i parę dni później zaniosłam papiery do biura. Zebraliśmy 6 osobową ekipę z Politechniki i pozostało nam już tylko czekać.

Podróż

To już dziś! Nadszedł ten czas, kiedy zaczynamy przygodę! Cała podróż zajęła nam trochę więcej niż planowaliśmy. Trwała ładne 30 godzin… Przylecieliśmy do Porto o północy. Los tak chciał, że nie zarezerwowaliśmy wcześniej biletu na busa do miejscowości zwanej Covilha, w której spędzimy najbliższe miesiące. Oczekiwanie na busa, w którym były wolne miejsca zajęło nam 16 godzin! Kiedy w końcu zbliżaliśmy się do Covilli, pierwsza rzecz, która zwracała naszą uwagę – to górzyste tereny. Jechaliśmy cały czas pod górę, albo z góry.  Wysiedliśmy na dworcu w Covilli i zamówiliśmy taksówkę. Oczywiście z naszym szczęściem, pojechaliśmy pod zły adres.  Po kolejnych 30 minutach udało nam się dotrzeć do akademika.

Akademik

Hol w akademiku okazał się mega przestrzenny i ładny. Podobnie korytarze. Akademik był podzielony na dwa bloki: A i B. Trochę przypominało to więzienie. Ponieważ na recepcji nikogo nie było, więc zagadaliśmy do osób siedzących na kanapie i oglądających jakiś mecz. Powiedzieli nam, że będziemy musieli poczekać z 2-3 godziny, zanim ktoś się zjawi i dostaniemy kluczyki do pokoju. Usiedliśmy z nimi i zaczęliśmy „integrację”. Dołączało do nas coraz więcej osób: Słowacy, Litwini, Turcy, Włosi… cała różnorodna mieszanka. Po 3 godzinach na recepcji, zjawił się wreszcie ochroniarz. Dostaliśmy klucze i weszliśmy do swoich pokojów. NIE BYŁO SPANIA! Zostawiliśmy tylko rzeczy i cała impreza przeniosła się do pokoju jednego z „Erasmusów”. Dwadzieścia osób w małym, aczkolwiek dwupiętrowym pokoju… „Nieźle się zaczyna” – pomyślałam.

Po jakimś czasie stało się to, co było nieuniknione. Ponownie zjawił się ochroniarz. Musieliśmy wyjść przed akademik, żeby nie hałasować. Po kilku chwilach na zewnątrz zaczęłam się jednak zastanawiać nad stanem mojego przemęczenia. I stwierdziłam, że to jednak najwyższy czas na spanie!

Czytaj część drugą

 

Kornelia Waraksa
Studiuje Informatykę na Politechnice Białostockiej.
Jej marzeniem jest znalezienie pracy, z której będzie czerpała przyjemność. Ciągle jest na etapie poszukiwania dziedziny, w której będzie czuła się dobrze. Liczy, że angażując się w organizacje studenckie, poznając ludzi i wyjeżdżając na Erasmusa  – poszerzy horyzonty. A to ułatwi jej podjęcie decyzji, co będzie robić w przyszłości.