„Tożsamość” w Białymstoku wzbudziła duże zainteresowanie [wywiad]

Lokalne ośrodki kultury nie ustają w tworzeniu różnorodnych atrakcji, skierowanych do nawet najbardziej wymagającego odbiorcy. Niedawno moją uwagę przykuło zaproszenie na wystawę prac młodej artystki z Siedlec, która postanowiła znaleźć zrozumienie swojej twórczości w naszym mieście. Wybrałem się więc, obejrzałem i… jestem zachwycony! Nie zdradzę jednak detali – sami przekonajcie się, czym jest owa „tożsamość”. Zapraszam do lektury rozmowy z intrygującą Emilią Gręziak!

Artur Sabasiński: Pierwsze, co uderza po zetknięciu się z Twoją debiutancką wystawą „Tożsamość”, to niejednorodny styl obrazów i rysunków. Czy to oznacza, że chcesz być kojarzona z różnorodnością?

Emilia Gręziak: Jako młody twórca, wciąż poszukuję swojego miejsca w sztuce i z tego wynika różnorodność stylów, które zaprezentowałam przy okazji tej wystawy. Poprzez ten eksperyment pragnę się określić, znaleźć środek wyrazu najlepiej mnie reprezentujący. Szczególnie intrygującym odkryciem był dla mnie długopis pozwalający osiągnąć głęboką czerń i przy okazji nadać subtelności.

Rozglądając się po sali, widzę mnóstwo eksperymentów ze stylem, o których wspomniałaś. Czujesz szczególną więź z którymś z nich? Może nawet pojawiają się plany związania z nim swojej przyszłości artystycznej?

Z pewnością rysunek jest bliski memu sercu, wydaje się być najbardziej szczery. Jeśli chodzi o grafikę, to estymą darzę akwafortę i miedzioryt. To niezwykle szlachetna technika, wymaga specjalnego przygotowania blaszki do użytku. Zajmuje wiele godzin pracy i wysiłku fizycznego.

Miedzioryt to niecodzienna technika w dzisiejszych czasach. Czy uważasz, że przeżywa swój renesans?

To prawda, ale obecnie jest kontynuowana raczej w szkołach artystycznych. Kiedy mamy powszechny dostęp do drukarek, grafika wykonana miedziorytem, czy z pomocą innych, tradycyjnych technik grafiki artystycznej, posiada raczej wartość kolekcjonerską. Wiąże się to ze wspomnianą przeze mnie pracą włożoną przez artystę w samo wykonanie blaszki, co nadaje każdej pracy unikalnego, indywidualnego charakteru.

Rozwój techniki wkracza w każdy obszar naszego życia, także artystyczny. Uważasz, że możliwe jest połączenie tych dwóch światów? Technologia pomoże twórcy jeszcze bardziej wyrazić swoją duszę czy zabije cały sens powstawania unikalnych dzieł?

Świat idzie do przodu, dzięki czemu możemy korzystać z nowych mediów, które dają szansę na wzbogacenie sztuki. Rozwój niesie ze sobą wiele dobrodziejstw, chociażby to, że do młodszych odbiorców łatwiej będzie dotrzeć dzięki świeższym rozwiązaniom.

Istnieje przy okazji pewne zagrożenie związane z technologią, bo można pójść drogą, która zniszczy indywidualny, twórczy charakter prac. Jestem jednak zdania, że rękodzieło wybroni się zawsze.

Dla przykładu, dziś do wykonania akwaforty można wspomóc się laserem, którego zaprogramowanie zapewnia powstanie idealnego wzoru. Wciąż są jednak odbiorcy, dla których ważna jest stuprocentowa autentyczność i oni wybiorą ręcznie wykonane dzieło, nawet jeśli miałoby się to wiązać z jakimiś ewentualnymi, drobnymi niedoskonałościami pracy.

Nie ma co się obrażać na technologię, ona po prostu jest i można z nią współpracować, korzystać z jej dobrodziejstw.

Tak jak kiedyś gniewano się na gotowe farby olejne w tubkach, a lubujący się w tradycji twórcy godzinami ubijali pigment, tak dzisiaj pewna część artystów występuje przeciwko modernizacji. Czasy się zmieniają, więc i sposoby przekazu ulegają modyfikacji. Powinniśmy przemiany te traktować jako szansę, jednocześnie nie odstawiając na dalszy plan pięknych, tradycyjnych form przekazu.

Jestem pozytywnie zaskoczony wysoką frekwencją na Twojej, debiutanckiej przecież, wystawie. Jak odniesiesz się do swojego, imponującego wyniku?

Uważam, że tłok to zła atmosfera dla sztuki, zaś z drugiej strony zawsze cieszy zainteresowanie liczone w dziesiątkach, a nie jednostkach. Odbiorcy dzisiejszego wernisażu mają okazję na spokojnie zapoznać się z moją twórczością, więc uważam, iż frekwencja jest w sam raz.

Z Twojego uśmiechu wnioskuję jednak, że czujesz się zmotywowana. Widziałem, że wiele osób chciało podyskutować z Tobą indywidualnie, a to oznacza, że udało Ci się wywołać prawdziwe emocje.

Cieszę się, że moja praca skłania do refleksji i dyskusji, bo sztuka ma budzić emocje. Tkwiąc w mackach perfekcjonizmu, do ostatniej chwili miałam obawy, czy to, co zaproponowałam mieszkańcom Białegostoku, zostanie pozytywnie odebrane, więc tak ciepła reakcja cieszy mnie podwójnie.

Podsumowując, można powiedzieć, że Białystok przyjął Cię gościnnie?

Oczywiście, że tak! Wielkie podziękowania dla dzisiejszego gospodarza [Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego w Białymstoku, przyp. red.], dostałam od tutejszego zespołu olbrzymie wsparcie, przede wszystkim psychiczne. Mam wokół siebie wspaniałych ludzi – i to motywuje najbardziej!

Czytelnikom gorąco polecam wystawę „Tożsamość”, którą można oglądać na parterze Książnicy Podlaskiej do 27 sierpnia 2019 roku w godzinach 9:00 – 18:00.

Rozmawiał: Artur Sabasiński

 


Emilia Gręziak – ur. 1998 r., pochodząca z Siedlec studentka drugiego roku Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu na Wydziale Grafiki. Uprawia rysunek, grafikę artystyczną i projektową oraz malarstwo. Jej prace prezentowane były na licznych wystawach grupowych. Autorska wystawa w Książnicy Podlaskiej jest jej debiutem. W swojej twórczości koncentruje się głównie na portretach, często z silnie wybrzmiewającymi zdeformowaniami.