Z pasją do robotyki

 Człowiek, który nauczył licealistów, czym jest robotyka, zaraził pasją i pokazał, że nauka nie musi być nudna! Rozmowa z Grzegorzem Nowikiem – nauczycielem niezwykłym.

AD: Jak się pan zaraził pasją do robotyki?

GN: To było parę lat temu, kiedy pracowałem w gimnazjum. Gimnazja miały wtedy coś takiego, że każdy uczeń musiał zaliczyć projekt edukacyjny. Różnie to wygląda – niektórzy robią gazetkę szkolną. Ja budowałem z uczniami roboty i tak to się zaczęło.

AD: A co Pana fascynuje w robotyce?

GN: Ojej. Trudne pytanie, co mnie fascynuje… To jest tak, że jak coś się robi jako hobby, to jest fajne, a jak jest pracą i jak się to przerabia na pewnym określonym poziomie kilka godzin dziennie, to już nie jest fascynacja, niestety.

AD: Co, w takim razie, może zainteresować innych w robotyce?

GN: Co ciekawi uczniów? Przede wszystkim tworzenie. Kiedyś ktoś powiedział o inżynierach, że inżynier jest jak Bóg – doświadcza uczucia stworzenia czegoś nowego. Podobnie jest tutaj – uczeń sam projektuje – na początku z moją pomocą, ale kończąc szkołę, robi to w zasadzie sam, jakieś urządzenie, które tworzy od podstaw.  To jest największa frajda dla nich.

AD: Robotyka nas, de facto, otacza.

GN: Oczywiście. Jest tego coraz więcej. Najbardziej popularne roboty to chyba odkurzacze albo kosiarki do trawy,  hale produkcyjne są pełne robotów. Ktoś te urządzenia buduje, projektuje, programuje. To jest ogromna rzesza ludzi, niestety jeszcze nie w Polsce.

AD: A łatwo jest zacząć przygodę z robotyką?

GN: Łatwo. Wystarczy chcieć. W tej chwili moduły, od których można zacząć naukę programowania mikroprocesorów, są tak zrobione, że w szkole średniej niemal każdy uczeń, jeśli będzie chciał, to będzie w stanie nauczyć się tego.

AD: Czy uważa pan, że uczniowie powinni „iść w robotykę”?

GN: Wystarczy się rozejrzeć – każdy ma smartfona, nasze lodówki wysyłają nam SMS-y z listą zakupów, mój samochód sam parkuje. To są elementy, których uczniowie uczą się na zajęciach z robotyki. Obecnie są to gadżety, ale za dziesięć lat może brakować ludzi, którzy będą potrafili robić takie rzeczy, podobnie jak to jest w tej chwili z programistami.

 AD: Czy fakt, że uczeń interesuje się robotyką, może mu pomóc w nauce, na przykład fizyki?

GN: Myślę, że tak, zwłaszcza w takich tematach jak maszyny proste czy proste dźwignie, które powstają w różnych projektach. Później, na wyższym poziomie, na przykład w kinematyce odwrotnej buduje się kroczące roboty. Nie uciekniemy od tego.

AD: A w drugą stronę. Czy uczniowie korzystają z fizyki przy budowaniu robotów?

GN: W szkole średniej jeszcze niezbyt dużo. I na pewno nie z takiej fizyki, którą znamy ze szkoły. To jest wszystko troszeczkę intuicyjne, w stylu: zobaczymy jak to wyjdzie, a jak nie wyjdzie, to będziemy myśleć, co poprawić. Czyli doświadczalnie tak, natomiast rachunkowo nie.

AD: A co, oprócz wiedzy o tym jak działa otaczający nas świat, można wynieść z tych zajęć?

GN: Przede wszystkim pracę w grupie. Każdy projekt, który robią w zespole 3-osobowym, umożliwia im rozwój umiejętności, która jest obecnie pożądana na rynku pracy – współpracowanie z innymi. Tego, nie oszukujmy się, na zwykłych lekcjach nie ma dużo. Jeśli fizycy trzy razy w semestrze robią doświadczenie, to jest super.

AD: Pana uczniowie zajmowali wysokie miejsca w niesamowitych konkursach, niektórzy dostali się dzięki temu na wymarzone studia.

GN: To prawda. Konkursy obecnie nie są rozgraniczone wiekowo, mianowicie uczniowie szkoły średniej rywalizują na poziomie akademickim. Niektóre uczelnie, widząc potencjał takich młodych osób, organizują swoje konkursy, np. Politechnika Białostocka, Politechnika Śląska – rozdają indeksy uczniom, którzy potrafią w młodym wieku samodzielnie skonstruować roboty czy elektroniczne urządzenia.

 AD: Myśli pan, że pana uczniowie znajdą kiedyś zatrudnienie związane z robotyką?

GN: Oni już znajdują zatrudnienie, zresztą podobnie jak z programistami, tak samo jest z nimi. Absolwenci już na pierwszym roku pracują w różnych firmach, dostają dodatkowe zlecenia. Naprawdę duże koncerny próbują ich wyciągnąć za granicę.

AD: A czy dorośli mogą zmienić pracę na coś związanego z robotyką, czy mogą się za to zabrać hobbistycznie?

GN: Hobbistycznie myślę, że tak, natomiast z pracą bardzo ciężko… To jest duży kawał wiedzy, połączenie kilku przedmiotów: elektronika, fizyka, programowanie. Jeżeli ktoś jest absolutnie niezwiązany z żadną z tych dziedzin, to nie będzie mu łatwo. Trzeba poświęcić nauce minimum kilka godzin dziennie, a wiadomo, że jest to trudne. Natomiast programistom czy elektronikom nie będzie trudno się przestawić ze stricte swojego tematu na połączenie tego w robotykę.

AD: Jaką popularnością cieszy się robotyka w szkole średniej?

GN: Na przykładzie Liceum Ogólnokształcącego Politechniki Białostockiej jest teraz ponad 100 uczniów w kole, podzielonych na kilka godzin.  Niektórzy przychodzą w soboty, inni w piątki po południu, czyli w sumie w zajęciach uczestniczy 50% uczniów tej szkoły.

AD: To jest bardzo ładny wynik.

GN: To prawda. Niestety pewnie nie do zrobienia w każdej szkole, bo to wymaga pieniędzy. Każdy projekt kosztuje. Trzeba mieć ze 2000 zł na zespół 3-osobowy, żeby zbudować konkretne urządzenie.

AD: A jakie są najpopularniejsze typy robotów, które budują początkujący w tej dziedzinie uczniowie?

GN: Są to roboty mini sumo, follower, z tego względu, że takie konkurencje są na każdych zawodach robotycznych rozgrywane. Natomiast najciekawsze są roboty z kategorii freestyle, bo tutaj pozostawiają dużo inwencji własnej, twórczej, nie są ograniczone żadnymi przepisami czy zastosowaniem.

AD: A jak będzie wyglądała za 50 lat nauka robotyki w szkołach, tak optymistycznie?

GN: Zacznie się już na poziomie edukacji wczesnoszkolnej razem z podstawami czytania i pisania. Zresztą to już powoli następuje przy klockach Lego. Dzieciaki nieznające matematyki, nieumiejące czytać,  potrafią podstawy kodowania wdrożyć w robota z klocków Lego. Następnie, im wyżej będziemy szli, ten proces będzie postępował i będzie trudniejszy. Wydaje mi się, że to będzie obowiązkowy przedmiot, tak jak geografia czy biologia, których się uczymy, choć tak naprawdę nie wszyscy później z tej wiedzy korzystają.

Zmiany w edukacji, które moim zdaniem powinny nastąpić, pójdą w kierunku wprowadzenia obowiązkowych zajęć z elektroniki, z robotyki w szkołach. Należy zauważyć taką rzecz, że – zaryzykuję stwierdzenie – 90% tegorocznych maturzystów nie rozróżni na elektronicznej płytce rezystora od kondensatora, a przecież to jest podstawowa wiedza. Teraz wszystko jest związane z elektroniką, żyjemy z tym, korzystamy z tego. Musimy wprowadzić zmiany w edukacji, bo będzie problem jak z informatykami – będzie brakowało ludzi, którzy potrafią takie rzeczy zrobić, zarządzać nimi.

AD: Czy istnieją jakieś inicjatywy związane z robotyką w Białymstoku?

GN: Jeżeli chodzi o inicjatywy, to ciągle tu jesteśmy na poziomie akademickim. Konkursy, które są organizowane, czy festiwale – jak to się czasem nazywa, robi tylko i wyłącznie Politechnika Białostocka i ciągle, niestety, jest to tylko poziom akademicki. Ja natomiast prowadzę szkolną ligę robotów mini sumo dla szkół średnich, to jest taka kategoria robotów, które walczą na ringu. Obecnie jest 18 takich robotów w Białymstoku, które biorą udział w zawodach. Trudno powiedzieć, czy to dobry wynik, ale pokazuje on, że coś się w naszym mieście dzieje.

Autor: Aleksandra Dziwińska
Fot: Dawid Pieciul