ATB. Janni Younge wyreżyserowała Momo. To spektakl dyplomowy IV roku aktorstwa (zdjęcia)

Michaela Endego i jego „Momo” wzięła na warsztat Janni Younge, sławna artystka lalkarstwa. Dzięki jej pomysł cokolwiek mętny tekst Endego nabrał fantastycznych form wizualnych. Studenci IV roku aktorstwa Akademii Teatralnej w Białymstoku dosłownie dwoją się i troją, by sprostać niełatwym zadaniom. I bronią się znakomicie.

Dziewięć osób, które mają do zagrania mnóstwo postaci, muszą skupiać się na animacji i zapamiętać tekst. I wszystko to udaje się wyśmienicie. Siłą tej wersji „Momo” jest przede wszystkim spójna wizja reżyserki. Janni Younge, jakby mrugając okiem do widzów, którzy raczej wiedzą, że adaptuje książkową współczesną baśń, a więc tekst papierowy, tworzy z papieru cały świat. Zabieg to prosty, technicznie niby nieskomplikowany, ale tu poparty precyzją w budowie lalek – od najmniejszych do ledwie naszkicowanych popiersi osób dorosłych. Dbając o kostiumy, papierem pokryte są plastikowe chodaki, dłonie wielu postaci też wyglądają jakby były ulepione ze starych gazet. Kiedy nagle cała dziewiątka stać się ma szarymi panami – zawczasu wszyscy przyodziani są w szare, proste stroje. A jak świetnie owych panów grają. Ileż ekspresji widać w twarzach młodych aktorów animujących całkiem przerażające kukły, w dodatku z cygarami w łapskach. Ciekawe, czy młodsze dzieci się ich nie wystraszą. Och, zapomniałem – teraz w serialach i filmach rysunkowych nie takie dziwy pokazują.

ZOBACZ GALERIĘ (25 zdjęć)

Świetne sceny zbiorowe – od początkowej, kiedy dzieci bawią się w podróż statkiem, nurkują pod wodą, wypływają. W kilka minut tyle się wizualnie dzieje, że trudno się nie zachwycić. Gorzej jest w wersji tekstowej. Mam wrażenie, że słuchając wypowiedzi młodych aktorów na konferencji prasowej lepiej opowiedzieli przesłanie sztuki niż zrobił to Ende swoim tekstem. Nie do końca zrozumiała jest choćby scena mediacji między dwoma zwaśnionymi dorosłymi. Momo właściwie nic nie mówi, a oni nagle cudownie dochodzą do porozumienia. Ale może nie rozumiem baśniowości tej historii. Lekko bełkotliwie brzmią kwestie o traceniu i odbieraniu czasu, w dobie walki z nikotyną, wykorzystanie jako ważnych artefaktów cygar też stoi pod znakiem zapytania. Oczywiście Momo z nimi walczy, ale wiadomo – ciemna strona mocy kusi zawsze wielu ciekawskich…

Ciekawą rolę miał do wykonania również Marcin Nagnajewicz. Stworzył dwie lekko inspirowane folklorem afrykańskim kołysanki i całe mnóstwo dźwięków ilustracyjnych, czasem kojarzących się z futurologicznymi filmami czy spektaklami sprzed 50, a nawet 60 lat. Nastrój jest niesamowity. Warto polować na wejściówki, czy wolne miejsca – za chwilę studenci się rozjadą po Polsce i po spektaklu zostaną tylko fotografie.

#Zjerzonykulturą – Jerzy Doroszkiewicz

Czytaj też: ATB. Janni Young reżyseruje Momo. Spektakl dyplomowy studentów IV roku aktorstwa (zdjęcia)

Momo – spektakl dyplomowy studentów IV roku aktorstwa

Na postawie książki Michaela Endego w przekładzie Teresy Jętkiewicz
reżyseria, adaptacja, scenografia, koncepcja i wykonanie lalek: Janni Younge
redakcja: Katarzyna Siergiej
muzyka: Marcin Nagnajewicz
asystent: Karol Sławek
technika mowy: Ewa Gajewska-Jasińska
występują: Magdalena Duszak, Antoni Galicki, Emil Gąssowski, Katarzyna Hodana, Aleksandra Kossewska, Oskar Lasota, Justyna Łukasik, Aleksandra Machała, Aleksandra Sapiaska
inspicjent: Antoni Galicki
światło: Krzysztof Chiliński
dźwięk: Dariusz Kulikowski
pracownia plastyczna: Karolina Baczar, Anna Chilińska, Zbigniew Romanyk, Robert Szczebiot, Róża Turlińska
dział techniczny: Mariusz Doroszko, Krzysztof Matosek, Jan Mróz