Dr Jan Godlewski – Projekt mebla, wspomagającego mobilność osób starszych, „Wstawacz” [wideo]

GEEKSTOK VIDEO

dr Jan Godlewski – adiunkt na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej

  • Skąd czerpać pomysły i jak projektować?
  • Projekty na skalę światową

Zapraszamy na rozmowę z dr Janem Godlewskim – adiunktem na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej

  • projektantem wzornictwa i wnętrz
  • właścicielem GDL2 – Design Studio, twórcą marki Mixed Works
  • laureatem konkursów: Make Me, Young Design, Design By, Mazda Design, Technotalent 2018
  • stypendystą programu „Młoda Polska na rok 2017” Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Czytaj także:

Studia połączone z pracą …i to pracą w zawodzie, już od pierwszego roku.

Iść na swoje, nie być podporządkowanym, robić to, co kocham. Czy liderzy przyszłości muszą się oprzeć o umiejętności miękkie?

 

Transkrypcja wywiadu:

 Magdalena Gołaszewska: Krzesło, na którym siedzę, jest specyficzne. Ono pomaga wstawać. Zostało zaprojektowane dla osób starszych. Jest tanie, proste w użyciu…

dr Jan Godlewski: Zgadza się. Jest inne od tego, co jest dostępne na rynku. Bo tego typu meble, które pomagają osobom starszym wstawać, istnieją na rynku. Ale one są duże, zelektryfikowane, skomplikowane, trudne w serwisowaniu, ciężkie, i kwestiach ekonomicznych bardzo bardzo drogie. Obserwuję, co się dzieje w społeczeństwie, to, że społeczeństwo się starzeje. Nadchodzą bardzo wyraźne zmiany demograficzne. Ta liczba osób, która dołączy do grupy 65+ będzie bardzo znacząca – ta grupa wzrośnie o około 1/3. Bardzo wyraźna zmiana demograficzna – to była inspiracja do stworzenia tego typu właśnie krzesła.

MG: Właśnie… gdzie inspiracji szuka projektant wzornictwa Obserwując świat, obserwując życie? To krzesło jest między innymi laureatem Technotalentów, czyli zostało zauważone, nagrodzone i docenione. Ale w Pana głowie rodzą się projekty różnych niesamowitych rzeczy. Kiedy myślimy „projektant”, to myślimy sobie o strojach, czasem o wnętrzach – a można przecież projektować wkrętarki, sanki, gilotyny tnące, śpiwory…

JG: Można projektować wszystko i tak naprawdę wszystko jest zaprojektowane. Tylko nie wszystko jest zaprojektowane przez projektantów. Niektóre produkty są zaprojektowane przez wytwórców, rzemieślników, konstruktorów… Nawet długopis, który Pani trzyma jest zaprojektowany przez jakiegoś projektanta. Pan profesor, który prowadzi mój doktorat w Warszawie, w momencie kiedy prowadził ten doktorat – projektował właśnie długopis.

MG: To jest niesamowite. Kiedy się rozglądamy – w zasadzie wszystkie przedmioty, które nas otaczają, kiedyś musiały powstać w czyjejś głowie. Projektowanie takich dużych, techniczny form jest trudniejsze czy prostsze?

JG: Jest trudniejsze. Jeśli mamy formę bardziej złożoną, to jest to trudniejsze zadanie dla projektanta, zdecydowanie. Ja trochę się wyspecjalizowałem w trudnych projektach. Pytała Pani o inspiracje – to jest właśnie taka inspiracja. Projektowanie czegoś, co już potrafię w pewnym momencie nie jest przyjemnością…

MG:.. nie jest ciekawe.

JG: Projektant poszukuje możliwości ciągłego uczenia się. Stąd projektowanie skomplikowanych struktur, bliski kontakt z przemysłem…

MG: Właśnie, jakich na przykład? Niech Pan opowie o paru swoich radościach z projektowania trudnych rzeczy, o wyzwaniach, przed którymi Pan stanął.

JG: Przede wszystkim to będzie taka maszyneria. Ja to nazywam Hard Design. Pod pojęciem Soft Design rozumiem modę, odzież, również meble. Natomiast Hard Design dla mnie to jest taka prawdziwa współpraca z konstruktorem, mechanikiem. To też badania wytrzymałościowe. Mogę wspomnieć chociażby o wiertarkach magnetycznych; o narzędziach, które pracują w trudnym środowisku; o projekcie obudów maszyn, które narzucają etykiety termokurczliwe na butelki.

MG: To są projekty, które muszą też sprawdzać się funkcjonalnie. Muszą być z odpowiednich materiałów. Muszą spełniać odpowiednie parametry…

JG: Parametry są bardzo ważne, oczywiście. Kluczem wzornictwa jest bezpieczeństwo – więc od tego się wychodzi. I w przypadku tych obudów maszyn, o których mówiłem, to one są po to, żeby ta maszyna była bezpieczna w trakcie kiedy pracuje. Jednocześnie musi być ergonomiczna, musi być bardzo łatwa w użytkowaniu. Musi spełniać pewne kryteria bezpieczeństwa, przychodzić badania. Bardzo wiele czynników [występuje]. I taka praca, jako projektanta, też mi się podoba, bo ja się wtedy bardzo dużo uczę od ludzi, z którymi pracuję.

MG: Rozmawiamy z człowiekiem, który mówi o swoich praktycznych projektach, a ma też Pan swoją historię związaną z Akademią Sztuk Pięknych, z wzornictwem, z projektowaniem wnętrz. Pojawiają się i te elementy soft – stroje. Bo był czas projektowania dla dużej firmy Alpinus, czyli był czas dla tych wszystkich rzeczy związanych ze śpiworami, z plecakami; były też fantastyczne meble. Wspomnę o „Patyczakach”. Myślę, że warto zajrzeć na Pana stronę i zobaczyć te projekty, które tam się pojawiają. Zresztą dzięki Stypendium Prezydenta Białegostoku pojawia się bardzo dużo takich fajnych, autorskich pomysłów. Chciałam też wspomnieć o plecaku.  My go nawet mamy na planie, myślę że zaraz poprosimy, żeby nam go ktoś podał. Plecak, który powstał z prawdziwej potrzeby.

JG: Z potrzeby,  pasji, zainteresowania… To jest dziwne. Ale każdy jakąś pasję posiada. Ja w pewnym momencie, studiując właśnie na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, jeździłem dużo na rowerze. I torby, które bym potrzebował do przewożenia na rowerze, na plecach, własnego komputera, były dla mnie wtedy za drogie. Pomyślałam więc: „Dobrze, to spróbuję może ją uszyć samodzielnie…”. Znalazłem na swojej drodze ludzi, którzy mi pomogli zdobyć tkaniny. Nie da się kupić kawałka dobrej jakości tkaniny, trzeba pójść do jakiegoś producenta. I tutaj okazało się, że są życzliwi ludzie, którzy udostępnili mi te materiały. Faktycznie ja zniszczyłem maszynę mojej mamy. To był taki stary Łucznik. Maszyna nieźle pracowała, ale potem jak już uszyłem z tych grubych tkanin, to coś tam złego się wydarzyło i niestety…

MG: Ale poświęcenie było tego warte, bo powstała fantastyczna kolekcja plecaków. I one pracują cały czas i cały czas znajdują [chętnych na nie].

JG: Ta pasja i to hobby, potrzeba na początku – później przerodziły się  w markę toreb rowerowych, plecaków. Ja pracuję na zlecenie film i sprzedaje projekty, ale to są akurat projekty zrobione na moje potrzeby. Mam własną produkcję. To jest produkowane pod Białymstokiem i ku mojemu zaskoczeniu od kilku lat się sprzedaje. Eksportuję to na cały świat. Nawet „wwożę drzewo do lasu” –  bo zdarzało mi się je wysyłać do Chin. Autentycznie.

MG: To jest właśnie niesamowite, że żyjąc w Białymstoku – bo czasem ludzie myślą, że to jest jakieś ograniczenie – można robić niesamowite, autorskie rzeczy. Rzeczy, które są doceniane przez firmy. Działał Pan na zlecenie firmy, a z drugiej strony był Pan nagradzany. Panie doktorze, ma Pan cały szereg nagród na koncie…

JG: Tak, to wynika z tego, że jeszcze podczas studiów, miałem poczucie, że startowanie w konkursach, to jest może nie obowiązek, ale to jest część pracy studenta, którą trzeba wykonać. Projekty, które realizujemy na studiach są inne. Konkursy dają znacznie więcej możliwości. Jest ich dużo. W ciągu jednego semestru, przez który student przechodzi, na studiach ma 1-2 projekty. Natomiast konkursów jest kilka, kilkanaście…Więc to jest niesamowita możliwość sprawdzenia siebie, konkurencji. Jest też coś takiego, że jak się pracuje w takich zawodach artystycznych, gdzie jest się ciągle poddawanym weryfikacji, to trzeba ciągle dbać o to, żeby szukać inspiracji. Konkursy do tego służą, żeby się nie zatrzymywać, tylko żeby ciągle szukać inspiracji i realizować jakieś swoje pomysły.

 MG: Warto się z tym wyznaniem zmierzyć. A możemy się pochwalić paroma nagrodami i udziałami w prestiżowych konkursach?

JG: Wydaje mi się, że najważniejszym konkursem dla młodych projektantów jest Make me!, który jest organizowany w ramach Łódź Design Festival. Tenże „Wstawacz”, na którym Pani siedzi, był tam wyróżniony. Spośród kilkuset projektów z całego świata zakwalifikował się do wystawy finałowej, na której było około 20 projektów. Więc był to niesamowity sukces. I na tej samej wystawie również znalazły się „Patyczaki”, tylko że kilka lat wcześniej. One również były na wystawie finałowej. Jest też bardzo ważny konkurs dla młodych projektantów – Young Design – organizowany przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego. Udało mi się kiedyś zdobyć wyróżnienie na tym konkursie. Chyba trzykrotnie byłem w finale tego konkursu. Oprócz tego Mazda Design, gdzie zaprojektowałam sanki inspirowane samochodem. Również Design By, gdzie zaprojektowałem stół inspirowany tożsamością regionalną Podlasia. Stół złożony z 5 elementów, stojący na nogach, które są wykonane z jednego kawałka drewna, które jest odpowiednio wygięte…

 MG:… wraca Pan do takich tradycyjnych metod. Do tego, jak się kiedyś robiło pewne rzeczy. Nie mając tych wszystkich narzędzi, które teraz przyniósł świat.

JG: Tak. W całym procesie, nie tylko projektowania, ale i wykonania – bo prototyp tego stołu wykonałem własnoręcznie – chodziło o to, żeby sprawdzić, jak te rzeczy wykonywało się dawniej. Zbudowałem palenisko parowe i to drewno po prostu wyginałem tak, jak to robiono dawniej. To jest inspiracja – znowu się odnoszę do tego pytania o inspiracje. Tutaj gdzie jesteśmy na Podlasiu, to jest miejsce, które „kipi” inspiracjami, tożsamością regionalną, tradycją… Dla mnie to jest niesamowita inspiracja. Wróciłem tutaj po studiach w Warszawie właśnie z tego powodu.

MG: Fantastyczne podsumowanie. Bardzo się cieszymy, że tacy ludzie chcą tu wracać, chcą tu tworzyć. Bardzo dziękuję za to spotkanie. Teraz będzie mi dużo łatwiej wstać dzięki temu, że siedzę na Wstawaczu.