GEEKSTOK VIDEO

Zakochana w matematyce [video]

Rozmowa z dr hab. Dorotą Mozyrską

– profesorem PB, Katedra Matematyki Wydział Informatyki

– Pełnomocnikiem Dziekana Wydziału Informatyki ds. Rozwoju i Współpracy

– członkiem zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Matematycznego

– koordynatorem projektu „Programowanie od podstaw”

 

„To wspaniały język, który pozwala na liczenie wielu rzeczy”

Magdalena Gołaszewska: Ktoś podróżował z Panią pociągiem i mówił, że w odróżnieniu od wielu podróżujących i przeglądających Facebooka w telefonie albo czytających książki – Pani rozwiązuje zagadki matematyczne.

dr hab. Dorota Mozyrska:  Może nie zagadki a zadania maturalne. Prowadzę kurs rozszerzony z matematyki. Prawdopodobnie przygotowywałam się do zajęć kursowych następnego dnia.  Bardzo lubię to robić, żeby „przeżyć” rozwiązanie zadania, żeby móc to dobrze opowiedzieć maturzystom. Prowadzę ten kurs od wielu lat, bo wychowuję sobie być może przyszłych studentów matematyki.

MG: Trudno jest uczyć matematyki? To trudna dziedzina nauki?

DM: Z mojego punktu widzenia matematyka w ogólności – jest to trudna dziedzina nauki. Uczyć pewnie też jest trudno, bo trzeba podejść do każdego ucznia czy studenta inaczej. Ale jako podstawowa nauka szkolna, to raczej odbierałabym ją jako naukę łatwą.

MG: Ale czy trzeba mieć jakieś predyspozycje, żeby chwytać to w lot? Są takie osobowości, którym matematyka przychodzi „jak z płatka”, a innym trudniej?

DM: Moim zdaniem to nie może być tak chwytane w lot, bo pewne rzeczy z matematyki trzeba jednak „wysiedzieć”. Matematyki uczy się „przez rękę”, przez siedzenie i przez rozwiązywanie, przez pracę również.  To nie tylko uzdolnienia czy predyspozycje decydują. Jeżeli się zarzuci pracę własną, to nic z tego nie będzie.

MG: Czyli to taka mozolna praca, krok po kroku, powoli – do celu.

DM: [Ze śmiechem] Ja bym aż tak tego słowa „mozolna” nie używała…

MG: … lepiej radosna.

DM: Matematyka robi się bowiem wtedy nieatrakcyjna. Natomiast może to być faktycznie praca, która sprawia radość rozwiązania problemu, odkrycia, dojścia do czegoś własnymi siłami, bądź w ogóle wyliczenia.

MG: Jest Pani matematyczką na Wydziale Informatyki. Znalazła się Pani między innymi na bardzo prestiżowej liście 100 osób w Polsce, które przyczyniły się do rozwoju umiejętności cyfrowych.

DM: Tak, zdarzyło się takie coś. To trochę powrót do jakichś złych decyzji, albo niewłaściwych – tak bym to ujęła. Być może powinnam była studiować informatykę…

MG: Właśnie to jest ciekawe pytanie: co matematyk i informatyk mają wspólnego ze sobą?

DM: Dużo, aczkolwiek co do studiów, to jednak są to różne kierunki studiów. I być może gdybym dokonała innego wyboru w przeszłości, teraz wyglądałoby wszystko inaczej. I pewnie mnie do tego ciągnie. Bo matematyk, który ma takie chęci do obliczeń bardziej numerycznych, faktycznie jest bliżej informatyki. Natomiast na tej liście „Top 100” faktycznie znalazło się moje nazwisko, ale z uwagi na to, że prowadziłam jako koordynator program z Polski Cyfrowej – „Programowanie od Podstaw” –  dotyczące nauczania programowania wśród nauczycieli i dzieci klas I – III z dwóch powiatów – z powiatu białostockiego i sokólskiego. Projekt zakończył się w grudniu 2019 roku.

MG: Ale jakie wielkie efekty – 1600 uczniów…

DM:… właśnie muszę to poprawić, źle podałam liczbę. Policzyliśmy dokładnie wskaźniki.  Myślałam, że jest to błąd w obliczeniach. Bardzo dziękuję koleżance –  pani Joannie Banasiuk – za współpracę, bez niej ten projekt by się aż tak nie udał. Zliczyła ona wskaźniki liczby uczniów na 2019. Zaskoczył  mnie ten wynik w Excelu,  zastanawiałam się, czy to nie jest rok zakończenia projektu. Natomiast liczba uczniów, których obecność na zajęciach wyniosła przynajmniej 80% – bo to jest ten wskaźnik właściwy – wyniosła 1886.

MG: To jest potężna liczba dzieci, które zetknęły się z programowaniem oraz ich nauczycieli, bo nauczycieli też uczyliście….

DM: …142 nauczycieli.

MG: Jak się uczy programowania dzieci w pierwszych latach podstawówki? Jak je nauczyć?  Jak je zaciekawić?

DM: Faktycznie gdy składaliśmy wniosek aplikacyjny projektu, już musieliśmy mieć na to pomysł. Pomysł na realizację scenariuszy mieli nasi trenerzy. W większości są to pracownicy Wydziału Informatyki Politechniki Białostockiej. Wspólnie ułożyliśmy program, oni byli autorami scenariusza, częściowo też opierali się na scenariuszach Mistrzów Kodowania. Nasz program rozpoczynał się od kodowania na dywanie tzn. od zabaw. Można to nazwać zabawami – czy od zajęć z związanych z mapą do kodowania, czyli bez użycia tabletu, komputera, czy robota edukacyjnego.  Na takiej specjalnej macie dzieci uczyły się za pomocą poruszania się strzałkami. To jest taka mata podzielona na pola, kwadraty z oznaczeniami liczbowo-literowymi. Może być używana w nauczania nie tylko programowania, ale też wielu innych przedmiotów czy też pojęć szkolnych. To jest nauczanie zintegrowane, czyli można mieszać tam różne treści programowe. Język polski miesza się z geografią, z matematyką, z programowaniem.

MG: To jest chyba najlepsza metoda  – podchodzić do tego całościowo.

DM: To jest taka myśl, żeby w to wszystko wpleść elementy programowania. Czyli to są pierwsze zajęcia i one mogą dotyczyć już właściwie zerówki, pierwszej klasy.

MG: Czyli klasyk, że nauka przez zabawę się sprawdza.

DM: Tak, oczywiście. Tak ma być, inaczej się w klasach I – III nie podejdzie do tematu. Następny blok zajęć dotyczył programowania na tablecie z aplikacją ScratchJr – to programowanie bardziej obrazkowe, wizualne, gdzie właściwie uczeń palcem kieruje po ekranie. I tutaj zakupione zostały odpowiednie tablety. Następny etap to programowanie z robotem edukacyjnym. W naszym przypadku akurat szczęśliwie dostaliśmy zgodę na zakup robotów edukacyjnych Photon.

MG: Tych naszych, politechnicznych…

DM: Nasz dorobek białostocki, politechniczny. Także w projekcie zakupiono 45 Photonów. I te Photony krążyły po kolejnych szkołach w regionie. One służyły nie tylko podczas uczenia w pierwszym etapie. Szkolenie w ramach projektu składało się z dwóch etapów – pierwszym było szkolenie nauczycieli, kiedy to trenerzy, w weekendy właściwie czy wolne dni, uczyli nauczycieli danej grupy, szkoły, jak realizować scenariusze. A następnym etapem było uczenie przez nauczycieli swoich dzieci. Każdorazowo przeprowadzili 30 godzin zajęć, minimum 15 spotkań  dwugodzinnych. W tym jedne na terenie Politechniki Białostockiej. Także potem był Photon. Po Photonie dzieci starsze „wchodziły” do właściwego Scratcha – już na komputerach. Zalecaliśmy to raczej klasom trzecim, dzieciom umiejącym już czytać. Mieliśmy jeszcze taką ciekawostkę, jak aplikacja App Inventor zalecana dzieciom, które już opanowały Scratcha i chciałyby więcej. Nie chcieliśmy zostawić naszych nauczycieli bez takich możliwości…

MG: … dla tych dzieci, które już mają apetyt na więcej.  Piękny projekt.

DM: Ja czekam na efekty tego projektu, tzn. kiedy te dzieci skończą podstawówkę, szkołę średnią….

MG: … i przyjdą na uczelnię.

DM: Efekty w szczególności jeśli chodzi o balans uczestnictwa kobiet, dziewczyn w technologiach.

MG: Cały czas nie ma równowagi?

DM: Jeżeli mówimy o równowadze takiej zwykłej – 50% – to daleko jest do niej. Nadal mamy na Wydziale na kierunkach informatycznych raptem 12%  dziewcząt. Ja nie mówię o matematyce, bo kierunek matematyka stosowana jest trochę inny. Tam jest więcej kobiet.

MG: Ale informatyka jest bardziej męska.

DM: Tak i to mnie bardzo martwi cały czas.

MG: Pani pięknie pracuje nad tym, żeby te proporcje wyrównać.

DM: Oczywiście uczestnictwo dzieci w zajęciach nie było przymusowe – rodzic miał prawo złożyć bądź nie, deklarację uczestnictwa dziecka w zajęciach, to były zajęcia dodatkowe…

MG: Ale dzieci chciały po prostu.

DM: One wszystkie bardzo chciały. Wręcz jak klasa była bardzo duża, to nauczyciele nas pytali: „Co ja mam zrobić? Ja ma 24 -26 uczniów, dajcie mi więcej sprzętu, bo wszyscy chcą uczestniczyć w zajęciach”.  Zakładana  grupa z projektu Polski Cyfrowej była 16 – osobowa. To była grupa optymalna –  w sensie, że nie więcej i nie mniej. Jeśli by tak nie było musieliśmy się z tego tłumaczyć. Ale często były to szkoły w małych ośrodkach i bywało mniej dzieci. Ale wszystkie dzieci chciały uczestniczyć.

MG: Ale Pani ma sposób żeby przyciągać uwagę. Organizować takie wydarzenia matematyczno-informatyczne, które cieszą się niezwykłym entuzjazmem. Jest ich cała lista, nie sposób wszystkiego wymienić – Podlaskie Dni Matematyki, Dzień Liczby Pi, Konkurs Nabój, różne konferencje, BialJam. Masa wydarzeń, na które przychodzą tłumy. Robi Pani takie „pozytywne show” wokół matematyki i informatyki.

DM: Trochę to wynika z funkcji, którą pełniłam od 2012 roku. Byłam prodziekanem ds. Promocji i Współpracy Wydziału Informatyki, obecnie jestem Pełnomocnikiem. Wynikało to też z tego, że jestem wieloletnim członkiem Polskiego Towarzystwa Matematycznego.

MG: Obecnie w zarządzie głównym.

DM: Faktycznie teraz  tak – od 2020. Jest to związane z tym, że od wielu lat byłam przewodniczącą Podlaskich Dni Matematyki. Kiedyś raz prosiłam prezesa, prof. Bartosiewicza, żeby chociaż raz ktoś inny mnie zastąpił…

MG: … ale nie zgodził się.

DM: Usłyszałam, że moje inicjały są właściwe, bo „D.M.” – Dni Matematyki. Powiedział to jako żart. Ale tak naprawdę to jest ważna sprawa. Ale to nie tylko Polskie Towarzystwo Matematyczne. Na wydziale mamy taką jednostkę jak Signum. Centrum Popularyzacji Matematyki  Signum, gdzie zebrała się grupa osób bardzo zaangażowanych w popularyzację matematyki. Od wielu lat działamy – od niepamiętnych czasów.

MG: Efekty są świetne.

DM: Szczerze powiem, że wiem kto jest „ojcem” takich zachowań.  Większość z nas kończyła filię Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, podczas gdy jeszcze to była filia. I tam dydaktyki matematyki nauczał nas dr Edward Zych, który uczył właśnie poprzez działania, poprzez demonstrację. Konstruowaliśmy razem bryły, rysowaliśmy parkietaże. Nawet nie wiedziałam, że to aż tak działa.

MG: I zaszczepił Wam na całe życie ten sposób działania.

DM: Myślę, że tak.  Oczywiście po tym były jakieś praktyki, bo to był kierunek pedagogiczny. Praktyki szkolne też były prowadzone przez właściwych pracowników.  Kiedyś się tak „wklepałam”, bo praktykę szkolną miał u mnie pan o nazwisku Marek Pisarski. I byłam pewna, że kontaktując się mailowo, kontaktuje się z tym samym panem Pisarskim. Okazało się, że to jest pan, który przygotowuje wystawy interaktywne w Polsce, takie centra nauki małe – nie tylko związane z matematyką. I bardzo nam na tym zależało, żeby takie centrum nauki powstało w Białymstoku. Wiemy, że powstaje. Dawno temu, w 2012 roku, jako Politechnika Białostocka weszliśmy do 7 Programu Ramowego Unii Europejskiej –  w projekcie Places, gdzie byłam lokalnym koordynatorem. Udało nam się doprowadzić do podpisania umowy z miastem Białystok. Umowa została podpisana 24 grudnia – w Wigilię.

MG: Piękna data.

DM: Także zdążyliśmy przystąpić do projektu i współpracować z naprawdę wielkimi centrami nauki w Europie.

 MG: Czasem mówi się o umysłach ścisłych, matematyczno –  technicznych. To co Pani robi jest tak przeogromne i wielowątkowe, iż myślę, że ma Pani też ma taką wizję bardzo humanistyczną. I łączy te dziedziny. Jeżeli ktoś jeszcze tego nie widział, na Wydziale Informatyki, można przyjść i zobaczyć piękne skrzydła, na tle których można zrobić sobie zdjęcie.  To są wyjątkowe skrzydła.

DM: Tak, to taki nowy pomysł. Tak sobie wymyśliłam, że teraz takie skrzydła są modne – „Dodajemy wam skrzydeł”. Poprosiłam o nie grafika, zresztą nietuzinkowego, pana dr Tomasza Samojlika, autora wspaniałych komiksów o zwierzątkach z Białowieży, i autora części naszych projektów graficznych dotyczących różnych wydarzeń. Poprosiłam go o projekt skrzydeł i wyraził zgodę. Ale miałam dwa wyraźnie życzenia: „Poproszę o jedno skrzydło Leonardo da Vinci i jeszcze o skrzydło pikselowe” –  tak, żeby było widać taką współczesną technologię, informatykę. I takie skrzydła na moje życzenie zostały narysowane. Potem miałam duże wątpliwości, bo część osób powiedziała: „A co to za skrzydło nietoperza?”. Pojawił się więc cytat Leonardo da Vinci – i  zostały już te skrzydła.

 MG: Tak na absolutny koniec chciałam zapytać: Pani doktor, jakie umiejętności w życiu daje człowiekowi matematyka? Czego uczy?

DM: Zależy która matematyka.  Matematyka dotycząca powiedzmy liczenia, taka manipulacyjna – to zwyczajne liczenie, szacowanie codzienne, brak strachu przed matematyką. To też próba policzenia  swoich podatków, rozliczenia podatkowego.

MG: Bardzo cenna umiejętność.

DM: Cenna umiejętność to też możliwość oszacowania bardzo szybko ceny tego, co mamy w koszyku w sklepie. Ale ja mówię o takiej codzienności i tu nie trzeba takiej ”wielkiej matematyki”. Umiejętność rozumienia, jak działa kredyt bankowy, to już trochę naliczanie odsetek czy składanych, czy nieskładanych, czy prostych – to powiedzmy jest z grubsza szkoła średnia. Matematyka wyższa służy już trochę czemu innemu. Służy naukom technicznym i może faktycznie w codziennym życiu wydaje się niekonieczna. Ale trzeba to wiedzieć, że jest ona podstawą właściwie absolutnie wszystkiego, czego obecnie w nowych technologiach używamy. Gdyby ktoś kiedyś nie wpadł na pomysł liczb zespolonych, to nie mielibyśmy wielu urządzeń. To wspaniały język, który pozwala na liczenie wielu rzeczy.

MG: To była wielka przyjemność poznać człowieka zakochanego w matematyce. Bardzo dziękuję.

Opracowała: Maria Czaban